Eksperymenty myślowe
Na początek historyjka
Wyobraź sobie człowieka siedzącego w ogrodzie pod drzewem. Nie robi nic konkretnego, a jego umysł dryfuje od myśli do myśli. Nagle obok niego spada jabłko. Sięga po nie ucieszony, bo właśnie poczuł głód, przeciera o rękaw koszulki (bo tak się przecież zawsze robi) i zjada. Następnie wstaje i odchodzi, zostawiając po sobie ogryzek.
Wyobraź sobie innego człowieka siedzącego pod drzewem. Nie robi nic konkretnego, a jego umysł dryfuje od myśli do myśli. Nagle obok niego spada jabłko. Bierze je do ręki i zaczyna myśleć o tym jabłku. Siedzi tam jeszcze przez dwie godziny myśląc. Następnie wstaje i odchodzi, zostawiając po sobie teorię grawitacji.
Oczywiście, tym drugim człowiekiem był sir Isaac Newton. Czym różnią się te dwie sytuacje? Różnią się krótkim momentem refleksji. Różnią się jedną sekundą, w której w głowie angielskiego uczonego pojawiło się pytanie “Dlaczego?”. I właśnie to “dlaczego?” zmieniło całą światową naukę w sposób nieodwracalny.
Umysł na siłowni
Jestem człowiekiem, który lubi różne rzeczy roztrząsać. Osoby, które mnie lepiej znają wiedzą, że nie raz w dyskusji staję się adwokatem diabła i zdarza mi się bronić tezy, z którą się nie zgadzam. Robię to zwykle po to, by jeszcze bardziej skomplikować dyskutowany problem, albo czasami zrobić nieco na złość (oczywiście w przyjacielski sposób) osobie, z którą rozmawiam. Podejście to nie wzięło się chyba jednak znikąd. Jest efektem czegoś, co od jakiegoś czasu praktykuję, a istnienia do niedawna nie byłem do końca nawet świadom. Konkretnie mówiąc chodzi o eksperymenty myślowe.
Nie od dzisiaj wiadomo, że nieużywany organ zanika (a przynajmniej tak się mówi). Nie wiem, czy mogę się z tym w pełni zgodzić, ponieważ nieużywanie mięśni brzucha (i różnych innych) prowadzi raczej do przyrostu masy brzuchowej, a nie do zaniknięcia środka naszego ciała. Wiemy jednak dobrze, że nie jest to sytuacja zdrowa. Ciało trzeba ćwiczyć, by radziło sobie z wyzwaniami. Uważam, że na podobnej zasadzie ćwiczyć musimy mózg. Robić to można oczywiście na wiele różnych sposobów, począwszy od nauki nowych języków, poprzez układanie puzzli, rozwiązywanie sudoku i granie w gry ćwiczące refleks i spostrzegawczość. Można czytać mądre i mniej mądre książki, albo grać w szachy czy Scrabble. A jednak, tak jak różne rodzaje ćwiczeń trenują różne części naszego ciała, tak samo różne rodzaje ćwiczeń umysłowych trenują różne obszary naszego mózgu. Jedne poprawią koncentrację, inne zapamiętywanie, a jeszcze inne abstrakcyjne myślenie.
Obok nich wszystkich, w równym rzędzie, niczym żołnierze na warcie, stoją często zapomniane – eksperymenty myślowe. I to właśnie o nich chciałbym jeszcze trochę napisać.
A co to takiego?
Eksperymenty myślowe to roztrząsanie hipotetycznych sytuacji, w celu lepszego zrozumienia problemu. No ale ktoś może zapytać – jakiego problemu? Moja odpowiedź – na początek, im bardziej pokręconego i nierealnego, tym lepiej.
Wyobraźmy sobie na przykład, że na naszej planecie lądują kosmici. Jakie to ma dla nas konsekwencje? Jak zachowa się społeczeństwo? Czy rządy dadzą radę? Co na to moja religia? Co zrobię ja? Ucieknę sam, czy będę ratował przyjaciół?
Inny przypadek – wyobraźmy sobie, że nagle odkryto sposób na przemieszczanie się w czasie. Jak zachowają się ludzie? Co w sytuacji, gdy przenosząc się do przeszłości spotkam samego siebie? Jeśli umiemy przemieszczać się w czasie, to czemu nie spotkaliśmy jeszcze nikogo z przyszłości? Jakie to ma konsekwencje dla gospodarki? Czy w związku z tym rozkwitnie nowa branża – turystyka czasowa, która pozwoli nam obejrzeć ukrzyżowanie Chrystusa czy zagładę dinozaurów? Jak wpłynie to na nasze codzienne zachowania? Czy zupełnie stracimy poczucie odpowiedzialności, bo każdy błąd będzie można naprawić?
Takie abstrakcyjne przykłady uważam za idealne do tego typu rozważań, ponieważ abstrakcyjne zdarzenia nie są nacechowane naszymi własnymi opiniami i poglądami. W związku z tym łatwiej nam przychodzi zadawanie pytań, a wyciągane wnioski są bardziej obiektywne. Bo w zasadzie o to w tym wszystkim chodzi. O zadawanie pytań w jak największej ilości, choćby tych najbardziej absurdalnych. A gdy już zadamy pytania – o szukanie na nie samemu odpowiedzi i wyciąganie wniosków. Gdy znajdziemy już odpowiedzi na zadane przez siebie pytania, najlepszym, co możemy dalej zrobić, jest próba zanegowania własnych rozwiązań, wywrócenie do góry nogami tego, co właśnie wymyśliliśmy i rozpoczęcie zabawy od początku.
Oczywiście, możemy też zejść nieco bardziej na ziemię i rozważyć np. jeden z klasycznych tego typu eksperymentów, jakim jest na przykład dylemat więźnia (https://pl.wikipedia.org/wiki/Dylemat_wi%C4%99%C5%BAnia). Oczywiście, z racji tego, że jest klasyczny, to jest też przemyślany na wszystkie możliwe strony, więc gdy już znudzimy się własnym myśleniem, w Wikipedii znajdziemy gotowe odpowiedzi nawet na niezadane przez nas pytania.
A po co to komu?
Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że eksperymenty myślowe są myśleniem dla samego myślenia. Taka sztuka dla sztuki, która nie przynosi wiele korzyści. Wydaje mi się jednak, że za takimi ćwiczeniami umysłu idzie szereg korzyści.
Po pierwsze – eksperymenty myślowe uczą nas pewnych schematów myślenia i analizowania rzeczywistości. Gdy spotkamy się z jakimś bardziej życiowym zagadnieniem (jak np. wybory prezydenckie i programy wyborcze kandydatów), dużo łatwiej przyjdzie nam ocena poszczególnych postulatów i ich konsekwencji dla nas i gospodarki. No bo czymże jest zmiana wieku emerytalnego w porównaniu z najazdem obcej cywilizacji.
Eksperymenty myślowe uczą nas, by każdy usłyszany pogląd zweryfikować. Jeśli najpierw kilka razy sami wywrócimy do góry nogami własne teorie, a następnie uświadomimy sobie, że nie mieliśmy racji, bardziej krytycznie będziemy podchodzić do tego, co słyszymy od innych i czasami, nawet względem osób, które lubimy i z którymi się zgadzamy, staniemy się adwokatem diabła, testując w ten sposób po raz kolejny nasze i ich poglądy.
Stawianie właściwych pytań to kolejna zdolność, którą ćwiczymy przez takie rozważania. Czasami jedno dobre pytanie potrafi zdemaskować nielogiczność czyjegoś wywodu, jedno właściwe pytanie potrafi zniszczyć czyjąś teorię jak domek z kart. Jeśli najpierw w czasie tworzenia własnych teorii na abstrakcyjne tematy nie zadamy sobie setki z pozoru niepotrzebnych pytań, to później, we właściwym momencie, nie będziemy potrafili zadać tego jednego celnego.
Bycie krytycznym wobec swoich dopiero co stworzonych teorii sprawia, że dostrzegamy swoje wady i zaczynamy z nimi żyć. Widzimy coraz więcej niespójności w swoich poglądach dotyczących życia, polityki, społeczeństwa i albo je porządkujemy i zmieniamy (co samo w sobie już jest wartością), albo dochodzimy do wniosku, że świat jest zbyt skomplikowany, byśmy sami stworzyli jedną spójną teorię obejmującą wszystko, co znamy. Dzięki temu, że widzimy błędy we własnym myśleniu i uczymy się z nimi żyć, łatwiej jest nam akceptować innych i ich myślenie. Przecież sami nie jesteśmy idealni i potrafimy sobie wytknąć na zawołanie 10 naszych poglądów, które nie pasują do 15 innych. Gdy później spotkamy drugiego człowieka, nie oczekujemy, że nasz rozmówca, znajomy, przyjaciel będzie kimś, z kim musimy się zgodzić we wszystkim. Nie musimy zgadzać się z innymi, by ich lubić, bo siebie lubić musimy, a sami ze sobą też się niekiedy nie zgadzamy.
Z drugiej strony stajemy się bardziej krytyczni wobec tych, których lubimy. Szczególnie chodzi mi o osoby takie jak politycy, którym kibicujemy, nasi idole czy nasze autorytety. Przestajemy być wyznawcami, a zaczynamy być wyborcami, słuchaczami, odbiorcami. Nie przyjmujemy wszystkiego bezkrytycznie, lecz cały czas przesiewamy przez sito naszego rozsądku, który regularnie rozwijamy.
Z czasem uczymy się radzenia sobie z coraz bardziej skomplikowanymi problemami. Eksperymenty myślowe to rozkładanie wymyślonych przez nas hipotez i sytuacji na czynniki pierwsze. Najpierw przyglądamy się zagadnieniu z góry, patrzymy na całość. Następnie dostrzegamy w nim różnorakie, czasami zupełnie oddzielne aspekty. Następnie pochylamy się nad każdym z nich i dzielimy na kolejne podzagadnienia. Gdy w przyszłości przygniecie nas coś, z czym z pozoru nie będziemy sobie potrafili poradzić, zastosujemy tę samą metodę. Podzielimy problem na części, by nie był tak przytłaczający, przeanalizujemy każdą z nich osobno, a następnie dla każdej z nich spróbujemy znaleźć małe rozwiązanie. Suma tych rozwiązań sprawi, że ten wielki problem dość mocno się skurczy i okaże się jednak czymś do uniesienia.
Ponadto, eksperymenty porządkują nasze myśli i nasze poglądy. Gdy już zaczniemy przechodzić od tych bardziej abstrakcyjnych hipotez i podobne sposoby myślenia zaczniemy stosować do codziennych spraw, zauważymy, że nasze myśli zaczynają się porządkować i jesteśmy w stanie bardziej obiektywnie podchodzić nawet do budzących emocje tematów. Pomoże to nam najpierw ocenić, a następnie zrewidować i usystematyzować nasze poglądy i myśli, przez co łatwiej nam będzie później dyskutować z osobami, które się z nami nie zgadzają. Jeśli sami zanegujemy kilka razy swoje przekonania, a następnie mimo tej negacji je obronimy, to taki tok myślowy wystarczy później tylko powtórzyć osobie, z którą prowadzimy dyskusję. Nasz wywód też będzie bardziej uporządkowany, a my będziemy lepiej rozumiani.
Ostatnią zaletą, o której chcę wspomnieć jest uświadomienie sobie własnych ograniczeń. Jakoś tak jesteśmy skonstruowani, że zawsze potrafimy zabrać głos w dowolnym temacie. Potrafimy dyskutować o gotowaniu, pomimo tego, że nie do końca wiemy jak w naszym domu włączyć piekarnik i o zarządzaniu państwem, pomimo tego, że nie do końca umiemy zarządzić sami sobą. Eksperymenty myślowe pokazują nam z kolei jak wielu rzeczy nie wiemy, jak wiele pytań pozostaje bez naszej odpowiedzi i jak wiele płaszczyzn mają różnorakie zagadnienia, których to płaszczyzn nawet nie jesteśmy świadomi.
I co ja teraz mam zrobić?
Mam nadzieję, że na tym etapie czujecie się bardziej zaciekawieni, niż znudzeni. Jeśli tak, to pora przejść od teorii do czynów.
Zarezerwuj sobie pół godziny (tak na początek). Wyłącz telefon, Internet i komputer. Weź notatnik i długopis. Możesz nalać sobie szklankę piwa lub herbaty (chyba, że nie lubisz żadnego z nich to siedź “o suchym pysku”). Pomyśl nad jakimś problemem (najlepiej tak jak pisałem – jakimś abstrakcyjnym, ale może też to być coś bardziej przyziemnego i dotyczącego życia – jak np. jakieś zagadnienie światopoglądowe, albo polityka, albo ład światowy, albo system pracy w Twojej firmie). Jeśli masz problem ze znalezieniem odpowiedniego tematu do rozważań – wypisz kilka klasycznych tematów do rozważań z Internetu. Mogą to być tematy filozoficzne, etyczne, religijne, a nawet zagadki logiczne, matematyczne, dotyczące teorii gier i problemy naukowe. Przez pół godziny myśl o tym zagadnieniu. Pozwól myślom błądzić dookoła niego. Wciąż zadawaj pytania i wciąż szukaj odpowiedzi na nie. Jeśli poruszasz tematy dotykające Twoich przekonań – nie bój się pytań, które są dla Ciebie niewygodne i które burzą to, co myślisz, że już masz ułożone w głowie. Nie zrażaj się, jeśli nie zawsze się to wszystko będzie udawać. Nie jesteśmy wszechwiedzący i nie na wszystko umiemy odpowiedzieć.
Notuj spostrzeżenia! Stwierdzam, że nic tak nie porządkuje myśli, jak ich zapisywanie. Zmusza nas to do ubrania tego, co mamy w głowie, w słowa. Każdy z nas miał sytuacje, gdy chciał coś komuś opisać, ale brakło mu słów. Właśnie po to jest zapisywanie. Ćwiczymy w ten sposób artykułowanie tego, co siedzi nam w głowie, w sposób, który jest zrozumiały nie tylko dla nas. W końcu to, co zapisujemy, musi mieć i podmiot, i orzeczenie, a nawet kropkę na końcu. Dokładnie w taki sposób narodził się ten tekst. Jednym słowem – przeprowadziłem eksperyment myślowy o eksperymentach myślowych, a wnioski zapisałem.
Ćwiczyć tak można nawet codziennie. Najlepiej mieć na to wydzielony czas, ale sam po sobie widzę, że można go znaleźć w codzienności. Dobrym momentem jest golenie się czy branie prysznica. Rozmyślaniom sprzyja prosta praca fizyczna lub bieganie. Jednak, aby uwolnić nasz umysł, nie możemy raczej w tym czasie słuchać muzyki. Pół godziny w autobusie, w drodze do pracy, to wystarczająco dużo czasu, by roztrząsnąć choć w małym stopniu jakiś problem, a kolejne pół, gdy będziemy wracać do domu, by podważyć to, co rano wymyśliliśmy, zebrać wszystko razem i kolejnego dnia znowu się za to zabrać. Możliwe, że takie mini-eksperymenty myślowe już nieświadomie robimy. Jeśli tak – brawo! Pora w takim razie przejść do maksi-eksperymentów myślowych i sięgać dalej i głębiej w swój umysł.
Podsumowanie
Po pierwsze – jeśli ktoś dotrwał aż do tego momentu – bardzo za to dziękuję. Możecie się tym pochwalić w komentarzu na moim Facebooku. Będę wiedział ile osób dorwało aż do tego momentu!
Po drugie – jak widać, temat jest szeroki i pisać można by o nim jeszcze bardzo długo, ale do kolejnych przemyśleń i rozwijania go zachęcam Was. Jak coś wymyślicie – też koniecznie pochwalcie się tym w komentarzu.
Mam nadzieję, że ten tekst zainspiruje Was do tego, by ćwiczyć zwoje, by tworzyć własne teorie i mieć własne przemyślenia na wiele tematów. Wierzę, że dookoła nas spada wiele jabłek, a wśród nas jest wielu Newtonów. Trzeba tylko przestać patrzeć na wszystko bezmyślnie i czasem powstrzymać się od konsumpcji, a zająć się myśleniem.
Zobacz również
Wymyślanie kalendarza
9 stycznia 2025
Po pierwsze – szacunek
6 listopada 2020