Tylko lepiej

Tylko lepiej – #00 Przysięga małżeńska

Wpis ten jest wstępem do serii, w której chcę dzielić się tym, jak przysięga małżeńska pomaga mi być lepszym mężem, i jak jej poszczególne słowa wciąż mnie inspirują. Powyżej, możesz go posłuchać w formie podcastu lub obejrzeć w formie filmu na YouTube.
Pozostałe wpisy z serii „Przysięga małżeńska” znajdziesz TUTAJ

Na początek historyjka

Godzinę przed tym, jak z moją żoną mieliśmy wypowiedzieć sobie nawzajem przysięgę małżeńską, spotkałem pod kościołem jedną z cioć zaproszonych na nasz ślub. Taką standardową ciocię numer jeden. Do dzisiaj pamiętam słowa, które wtedy do mnie wypowiedziała. Słowa, które (w jej mniemaniu) miały być mądrością płynącą z ust doświadczonej życiowo osoby. “Noooo Aruś… Kończy się… kończy…” powiedziała ze smutkiem w głosie. Potem było jeszcze coś o braku wolności po ślubie, o tym, że to już nie jest to samo, itp. Te słowa, nie wiedzieć czemu, wracają do mnie od czasu do czasu. I od czasu do czasu weryfikuję tę mądrość standardowej cioci numer jeden z tym, jak rzeczywiście wygląda moje życie po ślubie. I wiecie co? No… nie sprawdza się…

 

Małżeństwo jako wspólna droga w dół

Mądrość starszych pojawia się na każdym etapie naszego życia. Niestety, osoby bardziej od nas doświadczone, zamiast być przewodnikami na kolejnych etapach naszego życia i uczyć nas, jak unikać błędów, które oni popełnili, niekiedy stają się straszakami zwiastującymi chwile grozy. Ile to razy słyszymy: “Pójdziesz do szkoły to się skończy wieczna zabawa”, albo “Jak się wyprowadzisz, to zobaczysz, co to znaczy samodzielne życie. Jeszcze Ci się zatęskni za dobrym”. Gdy jednak już jesteśmy na tych studiach, cieszymy się z wyrwania z domu i, o dziwo, jakoś sobie radzimy, to oczywiście straszenie przyjmuje nowy kształt: “Pójdziesz do roboty to się wszystko zmieni. Zatęsknisz za studiami”. A później idziemy do tej roboty i okazuje się, że nierzadko jesteśmy z niej zadowoleni. I choć studia wspominamy z sentymentem, to jednak naszego wynajętego lub kupionego na kredyt mieszkania nie zamienilibyśmy z powrotem na miejsce w akademiku.

W końcu znajdujemy wybrankę i szczęśliwi przedstawiamy ją rodzicom i bliskim, tylko po to, by za jakiś czas dowiedzieć się od nich, że po ślubie to już nie to samo, że skończy się wolność, a jak kiedyś pojawią się dzieci, to w zasadzie możemy pożegnać się z uśmiechem na naszej twarzy. Jednym słowem – życie, a w szczególności małżeństwo, to jedna wielka droga w dół. 

Od kilku lat śpiewam na ślubach. Jestem członkiem kwartetu wokalnego i z moimi przyjaciółmi zjeździliśmy już pół Polski śpiewając, i przy okazji słuchając, kolejnych przysiąg małżeńskich. Moje spostrzeżenie jest takie, że większość ślubów, na których śpiewamy, jest smutna. Te smutne śluby za każdym razem budzą moją trwogę. Niestety, pomimo tego, że zdarzają się częściej niż te radosne, to nie umiem się do nich przyzwyczaić. Gdy patrzymy na nie z zewnątrz, to w zasadzie wszystko się zgadza. Są kwiaty tak piękne i ogromne, że ledwie widać zza nich księdza, są dobrze skrojone garnitury i idealne suknie ślubne. Są płatki róż, jest piękny śpiew i uroczysta oprawa. Tylko państwo młodzi jacyś tacy, jak na pogrzebie. Wydaje mi się, że gdzieś z tyłu głowy wciąż słyszą standardowe ciocie numer dwa i trzy, które jak złe wróżki wieszczą im nadchodzące nieszczęście.

 

Małżeństwo jako wspólna droga w górę

Gdy standardowa ciocia numer jeden wypowiedziała pod kościołem swoją mądrość, to w duchu podjąłem postanowienie, które wciąż odnawiam, by o nim nie zapomnieć. Zrobię wszystko, by w każdym kolejnym dniu mojego małżeństwa, w każdym kolejnym miesiącu i roku móc powiedzieć, że w moim małżeństwie i w moim życiu jest tylko lepiej! 

Gdybym myślał tak jak moja ciocia, to nigdy nie ożeniłbym się z moją żoną. Kiedyś spotkałem się z kolegą, który niedługo wcześniej się zaręczył. Pogratulowałem mu i spytałem jak się czuje. On odpowiedział, że średnio, bo czuje, że na rękach zaciskają mu się kajdanki. Spytałem go, dlaczego w takim razie chce się ożenić? Nie umiał mi odpowiedzieć. Ja za to wiedziałem, że mając takie nastawienie nigdy nie poprosił bym nikogo o rękę. 

No bo jaki sens ma świadome pogarszanie sobie standardu życia i wchodzenie w rzeczywistość, w której mi będzie gorzej niż teraz? Mimo wszystko, wiele osób tak myślących nadal się na to decyduje. Często są oni wręcz popychani do tego przez standardowe ciocie, które z jednej strony wciąż narzekają na standardowych wujków i wytykają to, jak oni im psują życie, a z drugiej strony, nie wiedzieć czemu, oburzają się, gdy “panna na wydaniu” wciąż nie chce się “wydać”.

Ślub jest momentem rozpoczęcia wspólnej drogi, która potrwa długo, najczęściej kilkadziesiąt lat. Gdy ja podejmowałem decyzję o wejściu na tę drogę miałem trzy warianty do wyboru. Pierwszym była rezygnacja ze ślubu i ułożenie sobie życia samemu. Druga opcja to ożenienie się i pójście drogą standardowej cioci numer jeden. No i trzecia – najtrudniejsza i najbardziej wymagająca. Codziennie starać się, by moja miłość do żony była silniejsza, by moje małżeństwo było świętsze i lepsze. By nasza radość była bardziej pełna. By było tylko lepiej!

 

#Tylkolepiej

Tylko lepiej uczyniłem pewnego rodzaju hasłem mojego małżeństwa. Przez moment myślałem nawet, że tak będzie się nazywał ten blog, bo te dwa słowa dość dobrze pokazują moje podejście zarówno do budowania związku, jak i całego życia. Tak jak pisałem wyżej, jest to droga trudna i wymagająca nieustannej pracy. 

Na każdej trudnej drodze dobrze mieć porządną mapę, która pomoże nam ominąć kłopoty, lub gdy w nie wejdziemy – wyprowadzi nas z powrotem na właściwą trasę. Taką mapą jest dla mnie przysięga małżeńska. Uważam, że jest w niej wszystko to, na czym każde małżeństwo powinno się skupić, a pracowanie nad własną relacją w oparciu o jej tekst daje dużą szansę na to, że po latach spędzonych razem stwierdzimy, że po ślubie nie było gorzej, ale że było tylko lepiej.

Z tego też powodu chciałbym, by ten wpis był wstępem do całej serii wpisów analizujących poszczególne słowa tej przysięgi. Chciałbym pokazać Wam jak ja ją rozumiem i jak pomaga mi ona każdego dnia być lepszym mężem, tak jak dobra mapa pomaga bezpiecznie jechać do celu. 

2 komentarze

  • ŁO

    Arku,

    Nie pamiętam nawet kiedy to było, ale usłyszałem hasło: Kochać znaczy służyć.
    W małżeństwie jest to chyba najbardziej widoczne. Chcesz, żeby Twoje małżeństwo wzrastało? Musisz dbać nie tylko o drugą osobę, ale również o relację. Niejako służyć temu małżeństwu. Musisz dać od siebie coś więcej niż skarpety na podłodze i kwiatka na dzień kobiet.
    Zauważyłem, że im więcej z siebie daję, tym moje małżeństwo – mimo niejednej sprzeczki – jest lepszym doświadczeniem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *