Jak i na kogo głosować
Na początek historyjka
W lesie urządzono zebranie wszystkich zwierząt i postanowiono wybrać szefa lasu. Uznano, że zwierzęta są równe i w związku z tym nie ma znaczenia, czy jest się ważącym kilkaset kilogramów niedźwiedziem, czy małą myszką – wszyscy mają takie samo prawo głosu i szef lasu zostanie wybrany w sposób demokratyczny. Co więcej, zwierzęta były przekonane, że wszyscy muszą wziąć udział w głosowaniu, bo to ich leśny obowiązek.
Gdy przyszło co do czego, okazało się, że szansę na wybór mają tylko lis i wilk. Obydwaj kandydaci w swoim programie wyborczym mieli punkt zakładający likwidację zajęcy, które rozmnażały się w lesie niczym króliki. Zając stanął zatem przed wyborem między śmiercią i śmiercią. Nie chciał brać udziału w głosowaniu, bo obydwie opcje były dla niego tragiczne. Zwierzęta jednak oburzały się, że przecież to jego obowiązek i on swym wyborem kształtuje losy przyszłych pokoleń. Zając zatem zagłosował, a tydzień później został zgodnie z wolą swoją i narodu demokratycznie zjedzony przez wilka, który został szefem lasu.
Nieustanne wybory
Wybory i polityka to temat, który chyba zawsze budzi emocje. Jak by nie patrzeć, żyjemy w stanie ciągłej kampanii wyborczej. Gdy tylko poznamy wyniki jednych wyborów, a butelki szampana w komitetach wyborczych zostaną osuszone (u zwycięzców z radości, u przegranych w celu zalania smutków), w naszym kraju rozpoczynają się przygotowania do kolejnych demokratycznych rozstrzygnięć. Niezależnie jednak od tego kogo akurat wybieramy, w mojej głowie pojawiają się wciąż te same wątpliwości i te same pytania. Poniższy tekst jest próbą poradzenia sobie z nimi i streszcza przemyślenia, które mam w tym temacie.
Przymus wyborczy
Przez długi czas uważałem i głośno to wypowiadałem, że osoby, które nie wzięły udziału w głosowaniu, nie mają moralnego prawa do zabierania głosu w dyskusjach politycznych. W końcu jeśli nie zadali sobie trudu postawienia iksa w kratce obok nazwiska, to oznacza, że obojętne im jest to, kto nimi rządzi.
Tak było kiedyś. Dzisiaj moje spojrzenie na ten temat bardzo mocno się zmieniło. Doszedłem do tego, że oczywiście udział w wyborach jest niezmiernie ważny i sam bardzo do niego zachęcam, ale nadal pozostaje naszym prawem, a nie wpajanym na lekcjach WOS-u obowiązkiem.
– Zło to zło, Stregoborze – rzekł poważnie wiedźmin wstając. – Mniejsze, większe, średnie, wszystko jedno, proporcje są umowne a granice zatarte. Nie jestem świątobliwym pustelnikiem, nie samo dobro czyniłem w życiu. Ale jeżeli mam wybierać pomiędzy jednym złem a drugim, to wolę nie wybierać wcale.
Andrzej Sapkowski, Ostatnie życzenie
Powyższa, znana powszechnie wypowiedź Geralta może pasować również do polityki. Zdarza się czasami, że rzeczywiście wybierać musimy między złem i złem. Jak zając z historyjki na początku. Wybór taki przyczynia się do mocniejszego umocowania zwycięzcy. Nawet jeśli zagłosujemy na mniejsze zło, a wygra to większe zło, to wysoka frekwencja da psychologicznie mocniejszy mandat niż frekwencja bardzo niska.
Na poparcie tego podejścia wystarczy wspomnieć przeprowadzone kilka lat temu referendum, w którym wzięło udział niecałe 8% uprawnionych i zostało zapomniane już po kilku dniach. Wiem, że referendum to nie to samo co wybór prezydenta lub burmistrza, ale wydaje mi się, że frekwencja ma jednak znaczenie, szczególnie w późniejszym podejściu ludzi do wyniku takiego wyboru.
Udział w wyborach jest naszym prawem. Prawem kluczowym i dla demokracji fundamentalnym. Co więcej, jest prawem, z którego warto korzystać i ja zamierzam nadal to czynić. Wciąż jest to jednak tylko prawo, a nie obowiązek. Osoba będąca na pozycji zająca jest moralnie zwolniona z podjęcia wyboru kto ma go zjeść. Osoba, która w wyborach stoi przed wyborem albo dużego dla siebie zła, albo mniejszego, ma moralne prawo nie wybierać. Nawet osoba, która nie stoi przed tak tragicznym wyborem może nie wziąć udziału w głosowaniu bez żadnej istotnej przyczyny. Będzie to wtedy niewykorzystanie prawa, które się ma, ale nie będzie to niewypełnieniem obowiązku, który rzekomo na nas ciąży. Osoba niegłosująca ma też takie samo prawo do krytykowania władzy, jak inni. A to z tego prostego powodu, że przez tę władzę jest nadal osobą “zarządzaną”. Na dodatek, prawdopodobnie, płaci w naszym kraju jakieś podatki, którymi to środkami władza później się posługuje w celu realizacji własnej polityki.
Głos świadomy
Chyba każdy ma za sobą zakup jakiegoś droższego sprzętu. Nie ma znaczenia, czy była to lodówka, samochód, czy telefon. Wtedy, na czytanie opinii, porównywanie cen i parametrów poświęcamy nawet kilka godzin. Mam znajomych, który tak dobrze wchodzą w temat, że później wytykają niekompetencję panom w sklepach z AGD, bo ci nie wiedzą jaki rodzaj łożysk zastosowany został w konkretnym modelu pralki.
Gdy jednak przychodzi do wyborów, bardzo często bazujemy na jakichś ogólnych opiniach, lub naprędce przeczytanych w internecie komentarzach. Wydaje mi się, że sporo osób w naszym kraju głosuje bezmyślnie, nie czyniąc żadnego wysiłku w celu poznania alternatyw do kandydata lub partii, na które głosowali do tej pory.
Wszystkie nasze decyzje powinny być jednak poprzedzone chwilą namysłu. Nawet decyzja o nie wzięciu udziału w głosowaniu powinna być, według mnie, decyzją świadomą, wynikająca na przykład z uświadomienia sobie zbyt małej wiedzy o tym co się dzieje w polityce. Jeszcze większej świadomości wymaga od nas samo zagłosowanie. Ciekaw jestem jaka część Polaków czyta w całości program wyborczy przynajmniej jednego, swojego ulubionego kandydata. A gdzie poznanie innych opcji? Dodatkowo, poza poznaniem programu dobrze byłoby poznać przeszłość osoby lub partii na którą chcemy zagłosować, to czy wypełniał swoje zobowiązania z poprzednich kampanii, jak głosował w kluczowych dla nas kwestiach i jakie decyzje podejmował na zajmowanych wcześniej stanowiskach. Dlaczego dużo więcej wysiłku wkładamy w wybór telefonu, który posłuży nam dwa/trzy lata, a wybór posła, prezydenta, czy burmistrza, który będzie decydował o tym, co dzieje się wokół nas nawet po tym, gdy nasz telefon przestaje ogarniać Messengera w wersji light, zwykle poprzedzona jest tylko krótką refleksją?
Wszystko co robimy – róbmy świadomie! Ta myśl jeszcze wiele razy przewinie się przez ten blog. Nie bez powodu pierwszym opublikowanym wpisem był ten o eksperymentach myślowych. Udział lub brak udziału w wyborach też powinien być przemyślany.
Na kogo głosować
Gdy już podejmiesz decyzję o tym, by udać się na wybory, mogą pojawić się kolejne wątpliwości.
- Nie ma kandydata, z którym w stu procentach się zgadzam
- Kandydat z którym się mocno zgadzam ma małe szanse
Po pierwsze, nie oczekujmy, że znajdziemy kandydata lub partię, z którymi zgodzimy się w pełni. Jak już pisałem we wpisie o eksperymentach myślowych – czasami nawet sami z sobą nie potrafimy się zgodzić. Nie oczekujmy zatem, że w pełni zgodzimy się z inną osobą.
Jeśli wybór nadal jest zbyt trudny, warto się skupić na kilku kluczowych dla nas kwestiach. Dla jednego taką kwestią będą świadczenia społeczne, dla kogoś innego – polityka międzynarodowa, a jeszcze dla kogoś – kwestie światopoglądowe. Znajdź kandydata z którym zgadzasz się w kluczowych dla Ciebie kwestiach, a dopiero później przejdź do oceny obszarów mniej dla Ciebie istotnych. Jeśli taka metoda okaże się skuteczna to już jakiś sukces. Jeśli jednak nie ma nikogo, kto w sprawach kluczowych mógłby być Twoim reprezentantem, musisz rozważyć, czy chcesz głosować na mniejsze zło (choćby nawet po to, by to większe nie wygrało), czy wolisz nie głosować wcale.
Przy ocenie programu kandydata warto szczególnie zwrócić uwagę na obszary, w których się z nim nie zgadzamy. Może okazać się bowiem, że kandydat, z którym dzielimy mniej postulatów, ostatecznie będzie tym wybranym przez nas, bo w pozostałych kwestiach (naszym zdaniem) wyrządzi mniej szkód niż kandydaci, którzy z pozoru lepiej nam pasują. Tak jak pisałem wyżej – sprawdź też przeszłość tego kandydata. Może okazać się, że w poprzednich kadencjach lub na poprzednich stanowiskach on lub partia na którą głosujesz byli zupełnie niewiarygodni lub robili coś zupełnie sprzecznego z ich obecnym programem.
Drugi opisany wyżej problem jest chyba jeszcze trudniejszy. Zdarza się, że spotykamy sytuację, w której partia lub kandydat, który nam bardzo odpowiada, ma małe szanse na zwycięstwo, albo wręcz nie ma ich wcale. Jest też drugi kandydat, z którym zgadzamy się mniej, ale za to ma on spore szanse na zwycięstwo.
Niestety, jest do dylemat, który każdy musi chyba rozstrzygnąć sam, bo toczy się on na granicy przebiegającej przez nasze serce. Z jednej strony możemy oddać głos zgodny z naszym sumieniem i przekonaniami, ale na kogoś kto prawie na pewno przegra. Z drugiej strony możemy poprzeć kogoś, kto ma matematycznie większe szanse i w ten sposób przyczynimy się do zwycięstwa kandydata, którego w ostateczności sercem jakoś tam zaakceptujemy. Oczywiście, sytuacją idealną jest ta, gdy kandydat, z którym się najbardziej zgadzamy jest tym z największymi szansami i później wygrywa on wybory. W takiej sytuacji omijamy ten konflikt wewnętrzny i cieszymy się zwycięstwem popieranej przez nas strony.
Osobiście jakiś czas temu zdecydowałem, że będę starał się głosować na kandydata, który najlepiej odzwierciedla moje przekonania i nie będę patrzył na to, jak duże szanse na zwycięstwo on ma (nawet jeśli będą one zerowe). Rozumiem jednak osoby, które wybierają drugą drogę. Na obronę tej mojej mogę przywołać argument, że tylko głosowanie na tych, z którymi się najbardziej zgadzamy da szansę na powiew świeżości w polityce i szeroką reprezentację różnych przekonań w parlamencie. Bo każda organizacja, również ta polityczna, musi od czegoś zacząć, by później urosnąć. Głosowanie tylko na dużych, którzy mają duże szanse, sprawia z kolei, że nic nowego w polityce się nie dzieje, a wybór z czasem jest coraz bardziej ograniczony, bo mali kandydaci lub ugrupowania przestają istnieć w politycznym oligopolu silnych. Wynika to też po części z naszej ordynacji wyborczej, która sprzyja właśnie tym dużym, ale to już temat na zupełnie inny wpis.
Do najbliższych wyborów zostało już niewiele czasu. Gdy tylko emocje po nich opadną, rozpoczną się przygotowania do kolejnych, i kolejnych, i kolejnych. Niezależnie jednak od tego, którą opcję wybierzesz w każdych z nich (lub zdecydujesz się nie wybierać), zrób to świadomie!
Zobacz również
O co chodzi z wyrokiem TK?
22 października 2020
27. Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie
31 października 2024