Wiara

Nie mam nic

Na początek smutna historia

W rzece, która przepływa przez moją rodzinną wioskę, w dzieciństwie nie raz zdarzyło mi się moczyć nogi. Jest to mała, lokalna rzeczka, która przepływa raptem przez dwie miejscowości. W sobotę na tym terenie wystąpiło jednak zjawisko training storm, czyli seria przechodzących po sobie mocnych i bardzo ulewnych burz. Już przy drugiej albo trzeciej z nich, woda tej zazwyczaj spokojnej rzeki wystąpiła z brzegów. Okazało się, że w ciągu kolejnych godzin przeszło nad tym terenem jeszcze kilka komórek burzowych. Mała rzeczka zamieniła się w szeroką na dziesiątki, jak nie setki metrów rzekę, która przepłynęła przez domy, stodoły, sklepy i zakłady pracy. Obliczono, że na niektórych terenach w ciągu jednego wieczoru spadło tyle deszczu, ile łącznie w sumie spada w ciągu trzech miesięcy.

Cały czas w uszach słyszę głos znajomej, która następnego dnia powiedziała, że jej rodzicom mieszkającym przy rzece zostało tyle, ile mieli na sobie. Jeden komplet brudnych ubrań, może jakieś dokumenty. Nic więcej. Po sieci krążą zdjęcia, na których widać wystające spod wody czubki dachów samochodów. Inny znajomy widział jak jakieś auto płynęło porwane przez nurt.

Dzień później, ludzie wychodzą z niedzielnej mszy ze spuszczonymi głowami. Dużo mniej jest też przykościelnych rozmów, a wypowiadane słowa są cichsze niż zwykle. Kątem ucha słyszę, jak właściciel dużego zakładu produkcyjnego, również zalanego w sporej części, mówi: No zalało nas. Jak wszystkich w okolicy. Jutro zobaczymy jakie są szkody w zakładzie. Jutro zaczniemy sprzątać. Jutro. Bo dzisiaj niedziela.

 

 

Hiobowe wieści

Te i wiele innych słów dźwięczą mi wciąż w uszach i nie umiem sobie do końca z nimi poradzić. W głowie mam dziesiątki myśli, które nie potrafią ułożyć się w całość. Całe to wydarzenie zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Postawa człowieka opisanego na końcu – chyba jeszcze większe. Patrząc czysto finansowo – możliwe, że poniósł jedne z największych strat spośród mieszkańców. Pomimo tego przychodzi do świątyni na eucharystię. Eucharystię, czyli dziękczynienie! Nie ocenia strat, nie sprząta jak niektórzy, nie pogrąża się w rozpaczy, tylko przychodzi do Boga. Sytuacja ta przywołała mi od razu na myśl pierwszy rozdział Księgi Hioba:

 

Pewnego dnia, gdy synowie i córki jedli i pili w domu najstarszego brata, przyszedł posłaniec do Hioba i rzekł: «Woły orały, a oślice pasły się tuż obok. Wtem napadli Sabejczycy, porwali je, a sługi mieczem pozabijali, ja sam uszedłem, by ci o tym donieść». Gdy ten jeszcze mówił, przyszedł inny i rzekł: «Ogień Boży spadł z nieba, zapłonął wśród owiec oraz sług i pochłonął ich. Ja sam uszedłem, by ci o tym donieść». Gdy ten jeszcze mówił, przyszedł inny i rzekł: «Chaldejczycy zstąpili z trzema oddziałami, napadli na wielbłądy, a sługi ostrzem miecza zabili. Ja sam uszedłem, by ci o tym donieść». Gdy ten jeszcze mówił, przyszedł inny i rzekł: «Twoi synowie i córki jedli i pili wino w domu najstarszego brata. Wtem powiał szalony wicher z pustyni, poruszył czterema węgłami domu, zawalił go na dzieci, tak iż poumierały. Ja sam uszedłem, by ci o tym donieść».

Hiob wstał, rozdarł swe szaty, ogolił głowę, upadł na ziemię, oddał pokłon i rzekł:
«Nagi wyszedłem z łona matki i nagi tam wrócę.
Dał Pan i zabrał Pan. Niech będzie imię Pańskie błogosławione!»

Księga Hioba 1,13-20

 

Dał Pan i zabrał Pan. Niech będzie imię Pańskie błogosławione! Jakie to mocne słowa! Jaką wiarę trzeba mieć by w obliczu tragedii, by tracąc niejednokrotnie dobytek życia, móc tak powiedzieć! Księga Hioba od zawsze mnie szokowała swoim radykalizmem. A te słowa są chyba jej esencją. Święty Paweł napisze kilka wieków później, niejako rozwijając tę myśl:

 

W każdym położeniu dziękujcie, taka jest bowiem wola Boża w Jezusie Chrystusie względem was.

1 List do Tesaloniczan 5,18

 

W każdym położeniu dziękujcie. A dosłownie, posługując się kalką z języka greckiego – w każdym położeniu czyńcie eucharystię (eucharisteite). Nie ważne, czy akurat się dobrze wiedzie, czy przydarza się tragedia. Dziękujcie… Trudne? Jeszcze jak!

Ale właśnie to zobaczyłem w niedzielę w kościele i przed kościołem. Widziałem w oczach ludzi przygnębienie i strach, widziałem niezrozumienie i smutek, ale słyszałem też jak śpiewali Chwała na wysokości Bogu! W świątyni w małej podkarpackiej wsi zobaczyłem Hiobów, którzy tracąc wiele, jak bohater Starego Testamentu powtarzali, może nie do końca świadomie: Dał Pan i zabrał Pan. Niech będzie imię Pańskie błogosławione!

 

Nie mam nic

Wydarzenie to przypomniało mi też prawdę, o której od dawna wiedziałem, ale chyba dopiero teraz ją poczułem: na tym świecie nie mam nic. Podobno kiedyś na pogrzebie jakiegoś bogatego człowieka dało się usłyszeć taką rozmowę:

 

– Czy Ty wiesz ile on po sobie zostawił? – zapytał jeden z żałobników.
– Tak. Wszystko. – odpowiedział inny.

 

Po śmierci zostawimy wszystko. Zostawimy, bo to nie jest nasze. Wszystko co mamy otrzymaliśmy od Boga. Co więcej, otrzymaliśmy to w zarząd i z tego zarządu Bóg nas rozliczy. Poczynając od naszych bliskich, wśród których się urodziliśmy, przez nasze dzieci, dom w którym wzrastaliśmy i pieniądze, które wydaliśmy. Bóg zapyta nas, jak zarządzałem tym co miałem, jak kochałem ludzi, których postawił dookoła mnie. Czy każda wydana przeze mnie złotówka była wydana w sposób godny? Czy włożyłem wystarczająco dużo wysiłku w relacje, w pracę, w dbanie o rodzinę, przyrodę? Nawet ciała sami sobie nie ulepiliśmy, tylko zostało nam ono podarowane. I jest to dar, którego też nie wolno zaniedbywać.

Tak naprawdę nawet życie do nas nie należy. Nie wybraliśmy momentu naszych narodzin i nie wybierzemy momentu naszej śmierci. Bóg może o niej zdecydować w każdym momencie. Podobno w czasie tej ekspresowej powodzi, w miejscowości obok zginął człowiek. Utonął zalany przez wodę we własnym samochodzie. Nie potrafię wyobrazić sobie, jak straszna i dramatyczna była ta sytuacja i co mogło dziać się w jego głowie. Mogę tylko modlić się o to, że jeśli przyjdzie mi kiedyś stanąć w podobnej sytuacji, to za Hiobem powtórzę:

 

Choćby mnie zabił wszechmocny – ufam.

Księga Hioba 13,15.

 

Bo wszystko co mam, należy do Pana i On może to zabrać w dowolnym momencie. Czasami zabierze życie, innym razem zabierze bliskich, jeszcze innym – „tylko” rzeczy, dobytek życia. I za każdym razem jest to trudne, za każdym razem powoduje cierpienie. Hiob również przeżywał walkę wewnętrzną i wyrzucał Bogu to, co się stało. Nie rozumiał dlaczego go to wszystko spotyka. Ale ostatecznie do końca pozostał wierny.

Boże, jeśli kiedykolwiek mam być Hiobem, niech nim będę do końca!

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *