Filozofia aborcji
Wpis ten po raz pierwszy został opublikowany na moim prywatnym profilu facebookowym 16 kwietnia 2020 roku. To on stał się zaczątkiem mojej blogowej przygody. Po korekcie i uzupełnieniu o kilka dodatkowych przemyśleń, postanowiłem opublikować go również tutaj, bo jest to temat wciąż aktualny, a dla mnie niezmiernie ważny.
Co kilka lat, można powiedzieć, że wręcz z pewną regularnością, wybucha ogólnonarodowa dyskusja dotycząca aborcji. Chyba już wszyscy przyzwyczailiśmy się do tego, że za każdym razem wywołuje ona coraz więcej emocji. Temat ten jest w końcu bardzo delikatny i uderza w całe spektrum naszych uczuć. Jest także bardzo trudny i związany niekiedy z ogromnym cierpieniem (zarówno tym przed dokonaniem, jak i po dokonaniu aborcji).
Jestem jednak zdania, że analizując temat aborcji lub biorąc udział w polemice poruszającej to zjawisko nie powinniśmy używać argumentów odnoszących się do naszych uczuć czy emocji. Zwykle dużo mocniej rezonują one w nas, niż argumenty z rozsądku, które powinny odgrywać tutaj pierwszorzędną rolę. Kierując się uczuciami i podnosząc je jako priorytetowy aspekt w dyskusji, szybko możemy stracić obiektywne spojrzenie. W związku z tym, poniższy wpis jest moją próbą przejścia od poziomu indywidualnych doświadczeń do poziomu uniwersalnych tez. Nie będę skupiał się też na konkretnych, pojedynczych zagadnieniach i problemach związanych z aborcją. Zagadnienie to jest w końcu mocno skomplikowane. Wydaje mi się jednak, że aby móc poprawnie o nim rozmawiać, trzeba najpierw ustalić pewne uniwersalne założenia, które mogą stać się punktem wyjścia do dalszych, bardziej szczegółowych analiz tego tematu.
Jednocześnie chcę mocno zaznaczyć, że nie bagatelizuję indywidualnych cierpień i bólu. Są one niezmiernie ważne i za każdym razem powinny spotkać się ze wsparciem i pomocą. W kontekście zrozumienia istoty problemu uważam je jednak za mniej znaczące. Nie podejmują bowiem polemiki z tą istotą, a są jedynie pewnym subiektywnym odczuciem.
Filozofia
Na temat aborcji myślałem swego czasu dość długo i doszedłem do tego, że problem ten nie jest problemem prawnym, ani nawet problemem moralnym. Prawo i moralność to tylko efekt zastosowania głębszego poziomu rozważań i one też na czymś bazują. Problem aborcji jest problemem filozoficznym.
Uważam, że w dzisiejszym świecie za mało jest myśli filozoficznej, która pozwala nam wyciągać uniwersalne prawdy o człowieku i świecie, a za dużo argumentacji opartej na indywidualnym doświadczeniu. To dzięki myśli filozoficznej starożytnych Greków i Rzymian mamy obecnie całą zachodnią kulturę razem z demokracją, ustrojami i całą naszą mentalnością. To właśnie na podstawie definicji takich pojęć jak człowiek, indywidualizm, odpowiedzialność, byt, istnienie, wolność mogą powstać kolejne definicje – prawne, moralne, obyczajowe, społeczne. Rola filozofii w budowaniu społeczeństwa i próbie zrozumienia świata jest kluczowa i fundamentalna. Bez zdefiniowania podstawowych pojęć nie da się budować bardziej zaawansowanych struktur społecznych i intelektualnych. Niestety, bardzo rzadko dzisiaj zastanawiamy się nad tymi fundamentami, a zbyt często bazujemy wyłącznie na naszym osobistym doświadczeniu.
Osoba
Filozofia jest zatem jednym z najgłębszych poziomów, na których spór aborcyjny możemy analizować. Dochodzę do wniosku, że wszystko co mówi się o aborcji, wszystkie argumenty i konflikty zredukować można ostatecznie do jednego. Do odpowiedzi na pytanie – Czym jest osoba? Wbrew pozorom odpowiedzi tej nie jest w stanie dostarczyć żaden zapis prawny, bo prawo nie służy do definiowania pojęć fundamentalnych.
Sposobów odpowiedzi może być kilka.
- Po pierwsze – możemy powiedzieć, że jest to istota ze świadomością samego siebie. Tak twierdzili niektórzy klasycy. Gdy jednak popatrzymy na współczesną naukę, znajdziemy przykłady zwierząt, które są świadome siebie, a nie są osobami i przykłady ludzi, którzy na skutek chorób utracili tę zdolność, a wciąż je uważamy za osoby.
- Inna koncepcja będzie mówić o istocie posiadającej zdolność samostanowienia. Tutaj też napotykamy jednak na problem, bo sparaliżowany człowiek przestałby być osobą.
- Może w takim razie osobę definiuje zdolność logicznego myślenia. Również ta koncepcja wydaje się być błędna. Spotykamy przecież niekiedy bardzo mocne wady umysłowe, które sprawiłyby, że przestalibyśmy być osobami. Podobna sytuacja ma miejsce w przypadku śpiączki.
- Podobnie rzecz się ma z samodzielnością. Jeśli uznać za osobę tylko byty samodzielne, to taki dwulatek osobą by jeszcze nie był.
Jak widać problem ten jest szeroki i filozofowie od setek lat próbują stworzyć spójną i uniwersalną definicję osoby ludzkiej, ale mnie osobiście to skłania do refleksji, że osobą ludzką jest:
- Po pierwsze człowiek. Człowiekiem z kolei można zostać tylko poprzez akt połączenia dwóch gamet. Nie da się wyhodować człowieka z drzewa, ani zwierzęcia, ani wyprodukować człowieka np. od razu pięcioletniego. (Pokrywa się to z myślą Wojtyły, który w podobnych rozważaniach stosował swoją fenomenologiczną analizę tomizmu).
- Po drugie – odrębny istotowo człowiek. Płód w łonie matki spełnia ten warunek, ponieważ choćby ze względu na odmienność kodu genetycznego nie możemy twierdzić (wbrew temu co się często słyszy), że jest on częścią organizmu matki. Nienarodzony człowiek jest odrębną istotą, odrębnym bytem. Niekonieczny jest w tym miejscu warunek odrębności fizycznej (którą należy wyraźnie oddzielić od odrębności istotowej). W przypadku bliźniąt syjamskich mówimy o dwóch osobach, połączonych niekiedy ze sobą do końca życia. W takim kontekście zależność fizyczna występująca między matką, a poczętym dzieckiem ma charakter wybitnie tymczasowy, a wręcz zadaniowy i na pewno nie przekreśla odrębności osób. Dodatkowo, wyciągając wnioski z poprzednich rozważań trzeba zaznaczyć, że nie musi on być ani świadomy swego istnienia, ani samostanowiący, ani logicznie myślący, ani samodzielny. Po prostu musi być odrębnym istotowo człowiekiem.
Widzimy zatem, że osobą jest odrębny istotowo człowiek powstały na skutek połączenia dwóch gamet i żaden inny warunek nie musi zostać spełniony. Osobą bez wątpienia jest zatem nieświadome, niesamodzielne, niestanowiące o sobie i niemyślące dziecko w łonie matki.
Za obroną tezy mówiącej, że osobą jest się od momentu poczęcia, stoi dodatkowo fakt, że nie znamy żadnego procesu (zarówno biologicznego jak i filozoficznego), który uczłowieczyłby jakąś rzecz. Nawet jeśli stworzymy sztuczną inteligencję, która będzie samoświadoma, samodzielna, logicznie myśląca i samostanowiąca to nie będzie ona ani człowiekiem, ani osobą. Nie znajduję żadnego procesu, który po jego zaistnieniu sprawiałby, że jakikolwiek przedmiot (w tym przedmiot zwany niekiedy zlepkiem komórek) staje się osobą. Podobnie jest z sytuacją odwrotną – jeśli mamy do czynienia z człowiekiem, to nie da się go zdehumanizować w żaden sposób i pozostaje człowiekiem do śmierci. Jedynym wnioskiem, który się nasuwa jest ten, że zarówno człowiekiem, jak i osobą, jest się od poczęcia do śmierci.
Równość
W naszych społeczeństwach oczywistym jest, że szczególną opieką otaczamy osoby niepełnosprawne. Bardzo często są to osoby dorosłe, które są nieświadome samych siebie, nie stanowią o sobie, niemające zdolności logicznego myślenia i niesamodzielne. Oczywistym staje się zatem, że tak samo powinniśmy czynić z osobami nieświadomymi, niesamodzielnymi, niemyślącymi logicznie i nie stanowiącymi o sobie, które znajdują się w łonach matek.
Jeśli zarówno w pierwszym jak i drugim przypadku mamy do czynienia z osobą, to jest ogromnym przejawem dyskryminacji i nietolerancji, gdy jedną z nich uważamy za bardziej wartą życia od innej. I bez znaczenia jest to, jaki ma kolor skóry, płeć, status społeczny, wiek, poziom rozwoju intelektualnego, samodzielności, samoświadomości, czy poziom samostanowienia. Wciąż mówimy o osobie. Każda osoba zaś powinna mieć takie samo prawo do życia, do rozwoju, do opieki, do miłości – nawet ta najmniejsza.
W tym kontekście nie ma znaczenia nasze subiektywne odczucie i to, czy wniosek ten powoduje w nas mniejsze lub większe cierpienie. Dzieje się tak, ponieważ wniosek ten wypływa z fundamentu, jakim jest uniwersalne pojęcie osoby, a nie subiektywne (czasami bardzo bolesne i niesamowicie trudne) doświadczenie jednostki. Podważenie tego fundamentu na rzecz złagodzenia bólu prowadzi do sytuacji, w której relatywizujemy uniwersalne zasady, albo czasami wręcz je ignorujemy, ze względu na własne doświadczenie. To z kolei jest już czymś bardzo niebezpiecznym; w ten sposób możemy relatywizować inne zasady wynikające z filozofii i logiki, a przecież na nich oparte jest całe nasze funkcjonowanie.
Kodeks
Wniosek z powyższego jest taki, że podobnie jak matka nie ma prawa unicestwić swojego osiemnastoletniego syna, który może nawet się nad nią znęcać fizycznie lub psychicznie i sprawiać niesamowity ból, tak też nie ma prawa do unicestwienia nienarodzonego syna czy córki, które mogą jej sprawiać ból. W przeciwnym razie oznaczałoby to, że moralność jest podporządkowana wyłącznie naszemu subiektywnemu osądowi, a nie uniwersalnym zasadom.
Mimo, że to ostatnie podejście jest coraz bardziej powszechne w dzisiejszym świecie, nie sposób się z nim zgodzić. Gdyby zasady moralne nie były uniwersalne, możliwe byłoby znęcanie się nad drugim człowiekiem i równoczesne podpieranie się przy tym swoim subiektywnym i niepodlegającym krytyce kodeksem moralnym. W takim świecie nikt nie miałby prawa tego kwestionować. Jeśli zwolennicy aborcji uważają, że zabicie osoby nienarodzonej jest uprawnione jako element ich kodeksu moralnego (który nie podlega krytyce), to stosując lustrzaną zasadę – przeciwnicy aborcji mogliby takie osoby rozstrzeliwać zgodnie z własnym (i równie mocno wypaczonym) kodeksem moralnym (również niepodlegającym krytyce). Ja w takim świecie nie chcę żyć.
Konsensus
Na koniec warto zadać sobie jeszcze jedno pytanie. Czy zgoda w temacie aborcji jest możliwa? Niestety, nie sądzę by do tego doszło w najbliższych latach, a może nawet w ogóle. Nie wierzę też w obowiązujący w Polsce, tak zwany kompromis aborcyjny. Kompromis zakłada zgodę wszystkich stron co do warunków umowy. W przypadku aborcji takiej zgody nie widać. Zarówno przeciwnicy jak i zwolennicy aborcji pragną zmiany obowiązującego prawa, a utrzymuje się ono w obecnej formie wyłącznie dzięki politycznemu interesowi.
Porozumienie nie będzie nigdy możliwe, jeśli dyskusja odbywać się będzie na poziomie emocji. Emocje nie są obiektywne i zawsze będą odnosić się wyłącznie do indywidualnych doświadczeń. Aby wyjść z tego zaklętego kręgu wzajemnego podsycania sporu należy zostawić emocje. Uszanować, ale odłożyć na bok.
Nie wiem czy kiedykolwiek doprowadzimy do takiego momentu. Jeśli jednak nam się to uda, to mam nadzieję, że wspólnie dojdziemy do jednego wniosku: że pytaniem, na które trzeba sobie najpierw odpowiedzieć jest: Czym jest osoba?
Zobacz również
Eksperymenty myślowe
5 czerwca 2020
Wielkie opowieści
31 sierpnia 2020
2 komentarze
M
Zaczęło się ciekawie. Potem równia pochyła.
Udowadnianie tezy poprzez wstawienie jej do założenia. „Osoba musi być człowiekiem, bo jakby nie była człowiekiem, to nie będzie osobą”
Kilka całkowicie mylnych podpunktów:
„Człowiekiem z kolei można zostać tylko poprzez akt połączenia dwóch gamet”
Dehumanizacja bliźniąt jednojajowych. Jeden zarodek powstał z połączenia gamet, potem podzielił się i mamy 2 jednostki. O klonowaniu tylko wspomnę.
„(…)ze względu na odmienność kodu genetycznego nie możemy twierdzić (wbrew temu co się często słyszy), że jest on częścią organizmu matki.”
Czyli osoba po przezczepie to 2 (lub więcej) ludzi? Ale pomijając możliwości medycyny.
Pomińmy nawet fakt, że DNA w prawej ręce i lewej ręce (czy innych częściach ciała) nie są identyczne na skutek błędów replikacji, to przecież tylko minimalne różnice. Zarodki bliźniąt dwujajowych mogą się połączyć, na skutek czego rodzi się człowiek ktory jest tzw. hybrydą. To całkiem normalne i nie ma zwykle znaczenia. Ale DNA w niektórych organach będzie różne jak u rodzeństwa. Mimo to jedna osboa, jeden człowiek.
„(…)jak matka nie ma prawa unicestwić swojego osiemnastoletniego syna, który może nawet się nad nią znęcać fizycznie lub psychicznie i sprawiać niesamowity ból(…)”
A o prawie do obrony koniecznej to nikt nie słyszał? W sytuacji zagrożenia życia – może.
Podsumowując: intencje – dobry, wiedza – słabo, logika – słabo. Do poprawy.
arkadiusz
Co do bliźniąt – nadal powstały na skutek połączenia dwóch gamet. Nie widzę sprzeczności.
Osoba po przeszczepie to jeden człowiek. Trudno jednak twierdzić, że przeszczepione serce jest czymś naturalnym. Trudno też mówić, że serce jest człowiekiem. Powiedziałbym, że w tym przypadku trzeba mówić o osobie z sercem innej osoby.
Myślę, że Pana/Pani argumenty bazują na zagadnieniu, którego tutaj nie rozwijałem bardzo mocno, czyli dalsze drążenie tematu – „czym jest człowiek i jak go definiujemy”. Czyli czy o człowieczeństwie decyduje jedynie kod genetyczny, zestaw organów, czy coś innego. Serce z pewnością jest częścią człowieka, ale nie jest człowiekiem. Kod genetyczny też jest częścią człowieka, ale człowiekiem nie jest. Zatem stosując pewne uproszczenia (a nie da się tego uniknąć w takim wpisie) zasadnym jest napisanie, że kod genetyczny pozwala nam odróżniać dwoje ludzi (i to zachodzi w przypadku zależności matka-dziecko), ale jest to tylko pewna metoda (jedna z wielu) i czasami w bardzo specyficznych przypadkach zawodzi. Zdecydowałem się jednak na wybór tylko tej jednej, co nie oznacza, że nie można posłużyć się innymi. Dziękuję jednak za te uwagi, może kiedyś rozwinę to w osobnym wpisie.
Co do obrony życia – przykład ten miał pokazać raczej nie aż tak skrajny przypadek jakim jest zagrożenie życia, a ból o sporym natężeniu, jaki taki syn może powodować (np. cierpienie psychiczne przez swoje zachowanie poza domem, niezwiązane bezpośrednio z matką).