Zżycia

Jak zaplanowałem swój rok

Za nami uroczyste uczczenie kolejnego pełnego obiegu Ziemi wokół Słońca zwane potocznie Nowym Rokiem. Pierwszego stycznia wiele firm i instytucji rozpoczęło nowy rok finansowy, roczniki statystyczne od tego dnia znów zaczynają zbierać dane, a cała rzesza ludzi postanawia chudnąć, ćwiczyć, oszczędzać, zmieniać swoje życie i Bóg jeden tylko wie co jeszcze robić. Postanowienia noworoczne stały się pewnego rodzaju nową, świecką tradycją. I wszystko by było dobrze, gdyby nie to, że (jak mówią badania) postanowienia noworoczne zrobiło blisko 80 proc. Polaków, ale tylko 8 proc. zrealizowało zamierzone cele. Chyba każdemu zdarzyło się przynajmniej raz w życiu zrobić postanowienie, które nie miało sensu już w okolicach Trzech Króli. Dlatego w tym roku podszedłem do tego tematu trochę bardziej na serio i inaczej niż zwykle. W poniższym tekście pokazuję, w jaki sposób zaplanowałem tegoroczne cele. Oczywiście, nie jest to jedyny słuszny sposób i z pewnością nie jest najlepszym z możliwych. Mam jednak nadzieję, że mój punkt widzenia pomoże choć części z Was zaplanować Wasz rok.

Biznesowe podejście

Od pięciu lat pracuję w jednym z większych sklepów internetowych w Polsce. Na co dzień zajmuję się analizą danych i szeroko pojętym controllingiem. Jednym z obszarów, za który od kilku lat odpowiadam jest nadzór nad procesem przygotowania planu finansowego (i nie tylko finansowego) dla całej firmy. Przez te lata miałem możliwość współtworzenia wielu budżetów (zarówno ogólnofirmowych jak i dotyczących konkretnego pracownika). Nasze podejście wielokrotnie się zmieniało. Raz wychodziło to lepiej, a raz gorzej. Te kilka lat doświadczeń dało mi jednak pewną wiedzę na temat tego, jak planowanie powinno wyglądać i od czego w ogóle trzeba zacząć.

Pierwszym krokiem jest zawsze ustalenie długoterminowych celów. Zwykle robi to tak zwana góra, w osobie prezesa, zarządu lub innego decyzyjnego ciała. Firma musi wiedzieć co chce osiągnąć. Przykładem takiego celu może być: Zostanie liderem rynku w perspektywie 6 lat, albo: Wejście z ofertą do 10 nowych krajów w perspektywie 3 lat.

Kolejny krok to plany roczne. Muszą one oczywiście korespondować z celami długoterminowymi i przyczyniać się do ich realizacji. Przykładowo, możemy wyliczyć, że aby zostać liderem rynku, nasza sprzedaż musi rosnąć o 15 proc. rocznie. Ogólny cel został właśnie skonkretyzowany, ale jak widzimy, wciąż brak w nim szczegółów.

Tutaj pojawia się trzeci etap – krótkookresowe plany szczegółowe. Osiągnięcie 15 proc. wzrostu w danym roku będzie wymagało np. polepszenia jakości naszych produktów, co może wiązać się z zatrudnieniem nowych osób lub wymianą używanych technologii, wydatkami marketingowymi, i wieloma innymi działaniami. W trzecim kroku tworzą się szczegółowe plany (w przypadku firm zazwyczaj miesięczne) dotyczące poszczególnych obszarów biznesu. Wszystkie one znów podporządkowane są mniej lub bardziej realizacji celu opisanego w pierwszym kroku.

Wiem, że może się to wydawać mocno skomplikowane (i uwierzcie mi – takie właśnie jest), ale na szczęście nasze życie to nie rozbudowana organizacja złożona z setek pracowników, dziesiątek działów, niezliczonej ilości planów i wskaźników. Powyższe kroki, możemy jednak śmiało przełożyć na nasze codzienne życie.

Po co w ogóle planować?

Zanim skupię się na konkretach, chciałbym krótko odpowiedzieć na jedno bardzo ważne pytanie – po co nam w ogóle te plany? Jeśli miałbym odpowiedzieć na to jednym zdaniem, powiedziałbym, że plany bardzo mocno ułatwiają i porządkują nasze życie. Co więcej – każdy z nas nieustannie tworzy różnego rodzaju plany. Pierwszymi słowami, które według Księgi Rodzaju Bóg wypowiedział do człowieka były: Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną (…) Czy nie brzmi to jak dość konkretny, długoterminowy biznesplan?

Znam jednak ludzi, którzy lubią robić rzeczy spontanicznie. Jeden z moich znajomych pojechał kiedyś na Daleki Wschód, jak to określił – bez planu. Nie wiedział co dokładnie będzie tam robił, jak podróżował i za co żył. Nie wiedział czy i kiedy wróci do Polski. Tylko że takie podejście też jest planem. Może niezbyt szczegółowym, ale jednak. I gdyby ktoś powiedział mu, że przed wyjazdem powinien zrobić szczegółową listę wydatków, to z pewnością mój znajomy odpowiedziałby, że nie zrobi tego, ponieważ nie przysłuży się to w żaden sposób jego wielkiemu planowi, jakim jest podróż na spontana.

Plany pomagają nam zatem w podejmowaniu codziennych decyzji. Jeśli wiemy co chcemy osiągnąć w bliższej lub dalszej przyszłości, to zaczynamy żyć bardziej świadomie. Można porównać tę sytuację do okrętu lub łódki na jeziorze. Nie czekamy aż fala nas gdzieś zaniesie, lecz sami próbujemy dopłynąć do konkretnego miejsca, które sobie obraliśmy jako punkt docelowy.

Czego chcę od życia?

Tyle teorii, czas na praktykę. Tak jak zaznaczyłem na początku, to co poniżej opiszę jest moją próbą uporządkowania sobie noworocznych (i nie tylko) postanowień. Pewnie nie u każdego takie podejście się sprawdzi. Mamy przecież różne charaktery i różne rzeczy nas motywują. Proszę zatem, traktujcie to bardziej jako inspirację, niż jako gotowy wzór.

Pierwszego dnia 2021 roku, razem z żoną spędziliśmy cały wieczór na podsumowaniu minionego i zaplanowaniu nowego roku. I tak jak w dużej firmie, najpierw przypomnieliśmy sobie co jest dla nas najważniejsze. Jednym słowem – czego od życia oczekujemy i co chcielibyśmy osiągnąć w bardziej odległej przyszłości. Nie chciałbym za bardzo rozbudowywać tego wpisu, dlatego w dość dużym skrócie opiszę tutaj cele, które już jakiś czas temu ułożyłem sobie w głowie i staram się zawsze odnosić do nich wszystkie istotne decyzje, które podejmuję. Obiecuję, że kiedyś dokładniej omówię je (i ich nieprzypadkową kolejność) w osobnym wpisie.

Moje ogólnożyciowe cele to:

  1. Osiągnąć życie wieczne (zbawienie) dla siebie i pomóc w tym moim najbliższym.
  2. Zapewnić mi i moim najbliższym stabilne emocjonalnie i zabezpieczone materialnie życie.
  3. Pomóc osiągnąć zbawienie jak największej liczbie osób.
  4. Pomóc jak największej liczbie osób osiągnąć stabilne emocjonalnie i zabezpieczone materialnie życie.


Jak widzicie, nie są one zbyt szczegółowe i dojść do nich można z pewnością na więcej niż jeden sposób. Uważam to za ich ogromną zaletę, ponieważ daje mi to wiele możliwości ich realizacji. Wiem też jednak, że ułożenie takiej listy to nie hop-siup. Jest to proces, który niekiedy zajmuje całe miesiące lub lata. Zachęcam jednak każdego, by może właśnie na początku tego nowego roku poświęcić czas na zastanowienie się nad tym, czego tak naprawdę od życia chcemy. Gdy już uda nam się stworzyć naszą własną listę, życie naprawdę stanie się prostsze. Pozbędziemy się wielu dylematów, z którymi mogliśmy się wcześniej mierzyć, a podejmowanie (przynajmniej części) decyzji stanie się prostsze, bo będzie wymagało tylko zweryfikowania czy dane działanie pomoże, czy zaszkodzi w realizacji naszych celów.

Cele roczne

Gdy zdefiniowaliśmy już cele ogólne, pora przejść do postanowień noworocznych. Z wiadomych względów nie pokażę Wam mojej kompletnej listy. Niektóre z postanowień są na tyle osobiste, że (przy całej mojej sympatii do czytelników bloga) zostawiam je tylko dla siebie i żony.

Tak jak w przypadku planów firmowych – cele roczne muszą być już bardziej konkretne i mierzalne. 15 proc. wzrostu obrotów da się wyrazić konkretną cyfrą i da się to zmierzyć. Podobnie powinno być z naszymi celami. Muszą być one konkretne i najlepiej jeśli je zapiszemy i dodatkowo przypniemy do lodówki, by o nich wciąż pamiętać.

W tym roku moje noworoczne postanowienia podzieliłem na trzy kategorie, które w pewnym uproszczeniu nazwałem:

    • Ciało – czyli postanowienia odnoszące się do fizycznej części życia.
    • Dusza – postanowienia dotyczące rozwoju osobowego.
    • Duch – postanowienia dotyczące rozwoju duchowego.

 

Ciało

Jest to obszar, w którym skupiłem się głównie na dwóch rzeczach – moim zdrowiu fizycznym i kwestii finansów domowych. W tym miejscu zatem mogą się znaleźć wszystkie plany dotyczące diet, ćwiczeń i rzucania nałogów (czyli najczęstsze postanowienia noworoczne). Tutaj też planuję to, jak chcę by wyglądały moje finanse za 12 miesięcy. Przykładowo, w tym miejscu można wpisać: Zrzucenie 10 kg do końca roku lub: Zwiększenie oszczędności o 12 tys zł. Temat postanowień związanych ze zdrowiem jest dość oczywisty. Zagadnienia związane z finansami osobistymi są z kolei ogromnym zagadnieniem, dlatego nie będę ich rozwijał, by nie zboczyć z tematu. Poświęcę może im kiedyś osobny wpis.

Dusza

Uważam, że pracować trzeba nie tylko nad sferą fizyczną, ale także nad własnym rozwojem jako osoby. Jest to zatem świetne miejsce na wszelkiego rodzaju postanowienia dotyczące rozwoju zawodowego, udziału w kursach, planów czytelniczych, podejmowania nowych wyzwań itp. Dla mnie jednym z głównych celów w tym obszarze jest dalszy rozwój bloga. Po pół roku mojego blogowania widzę wiele konkretnych umiejętności i cech, które rozwinąłem w sobie poprzez pisanie tekstów. Chciałbym to kontynuować i liczę na to, że blog nadal będzie dla mnie impulsem do wewnętrznego rozwoju.

Duch

To trzeci obszar, który był dla mnie oczywisty przy tworzeniu noworocznych postanowień. Wynika on wprost z pierwszego mojego życiowego celu. Chcąc osiągnąć zbawienie i chcąc pomagać w tym innym, naturalnym dla mnie jest nieustanne pragnienie budowania coraz głębszej relacji z Bogiem. Jest to zatem miejsce, gdzie postanowić możemy sobie np. przyłożenie się do codziennej modlitwy, cotygodniową adorację, udział w mszy świętej częściej niż raz w tygodniu, regularne sięganie do Słowa Bożego lub regularne praktykowanie czynów miłosierdzia.

Podział planów noworocznych na te trzy obszary jest oczywiście moim autorskim i u każdego może to wyglądać inaczej (a u niektórych żaden podział nie będzie potrzebny bo nie chcą zakładać więcej niż jednego celu na ten rok). Pamiętajmy, że wszystkie narzędzia mają nam przede wszystkim pomagać i musimy je dostosować do siebie i nie wszystko u każdego będzie działać.

Codzienność

Skoro zdefiniowaliśmy cele roczne, pora przejść do codziennej ich realizacji. I to jest chyba najtrudniejsze. Wydaje mi się, że większość noworocznych planów sypie się na przełożeniu ich na codzienne zadania. Bardzo często problemem jest to, że od razu chcemy zrealizować wszystko. Wyobraźmy sobie człowieka, który do tej pory nie prowadził żadnej aktywności fizycznej i nagle od 1 stycznia decyduje się na 30 min biegania dziennie. Czymś naturalnym jest, że po pierwszym tygodniu będzie miał dość i istnieje spora szansa na to, że zupełnie odpuści. Podobnie, jeśli ktoś postanowił sobie codzienne uczestnictwo w mszy świętej, a do tej pory nawet w niedzielę nie zawsze się na niej pojawiał, to szybko się zniechęci.

Plany muszą być realne! Plan, który zakłada 200 proc. wzrostu obrotu w firmie w krótkim czasie jest pięknym planem. Tylko że jeśli możliwe do osiągnięcia jest co najwyżej 10 proc., to po jakimś czasie zostanie nam tylko rozczarowanie tym, że wciąż nie wyrabiamy nieosiągalnej normy, a nie motywacja do dalszej pracy. Do naszych celów próbujmy też dochodzić małymi krokami. Tutaj dopiero widać najbardziej zasadność celów rocznych. Są to miejsca, do których chcemy dotrzeć za 12 miesięcy, czyli mamy sporo czasu na to, by przejść tę drogę. Jeśli chcemy odłożyć 12 tys. do końca roku, to najrozsądniejszym będzie takie planowanie miesięcznych wydatków, by zawsze być w stanie odłożyć tysiąc złotych. Dochodźmy do dużych celów poprzez realizację tych mniejszych – miesięcznych, tygodniowych i dziennych.

W tym roku testuję nowy sposób do planowania codzienności. A w zasadzie mógłbym powiedzieć o planowaniu cotygodniowości. Postanowiłem na końcu każdego tygodnia przygotowywać listę zadań, które chciałbym zrealizować w tygodniu kolejnym. Oczywiście, niektóre z nich będą się nieustannie powtarzać. Zauważyłem, że planowanie konkretnych dni nie do końca się u mnie sprawdzało. Przykładowo, po założeniu bloga zdecydowałem, że będę starał się poświęcać każdy poniedziałkowy wieczór na tworzenie blogowych treści. Praktyka pokazała, że czasami robiłem to we wtorki, czasami w czwartki, a czasami wcale. Wiele codziennych, a czasami niespodziewanych zadań sprawia, że planowanie konkretnych dni nie do końca u mnie działa. Uznałem, że planowanie całego tygodnia i dawanie sobie swobody co w którym dniu zrobić może będzie lepsze. Czy się sprawdzi? Nie wiem. Pożyjemy, zobaczymy.

To, czego chciałbym jednak pilnować, to założenie, by przynajmniej jedno z tygodniowych zadań przyczyniało się do realizacji planu rocznego. Tydzień, w którym nic takiego się nie zdarzy, to w pewnym sensie tydzień stracony, bo nie realizując planów rocznych, nie osiągnę celów ogólnożyciowych.

Ewaluacja

Pozostał jeszcze jeden krok. Po przygotowaniu planów, zawsze należy zweryfikować ich wykonanie. Chcę to robić na koniec każdego tygodnia, zanim zaplanuję kolejny. Jeśli czegoś nie udało mi się zrealizować, muszę zastanowić się dlaczego tak się stało i wyciągnąć wnioski. Co jakiś czas (co kilka miesięcy) chcę także sprawdzać realizację celów rocznych. Może się okazać, że były zbyt ambitne i należy je zmniejszyć (np. gdy jesteśmy w stanie odłożyć tylko 500 zł miesięcznie zamiast tysiąca). Czasami okażą się jednak za mało ambitne (gdy schudniemy 10kg w 8 miesięcy). Wtedy należy zastanowić się nad nowymi.

Również na koniec roku przychodzi czas na podsumowania. W tym roku stworzyliśmy z Anią dość długą listę naszych wdzięczności. Dla każdego był to trudny rok, dla nas też. Stwierdziliśmy więc, że nie chcemy skupiać się na tym co złe, ale na tym co dobre. Naprawdę dużo tego wyszło i na pewno dało nam to kopa, by z większym optymizmem popatrzeć na to co nas czeka w najbliższych miesiącach.

Na koniec, bardziej niż zwykle, zachęcam Was do skomentowania tego wpisu. Podzielcie się tym, czy robiliście postanowienia noworoczne. Czy macie na nie jakieś własne sposoby? Co zamierzacie w najbliższym roku? Jestem naprawdę ciekaw tego, jak to u Was wygląda!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *