Nie opuszczę – #11 Przysięga małżeńska
Podcast: Play in new window | Download
Subscribe: Apple Podcasts | Spotify | RSS
Wpis ten jest częścią serii, w której chcę dzielić się tym, jak przysięga małżeńska pomaga mi być lepszym mężem, i jak jej poszczególne słowa wciąż mnie inspirują. Powyżej, możesz go także posłuchać w formie podcastu lub obejrzeć jako film na YouTube.
Pozostałe wpisy z serii „Przysięga małżeńska” znajdziesz TUTAJ
Na początek historyjka
Czy wiecie, że wciąż istnieje coś takiego jak telegazeta? Ja dowiedziałem się o tym całkiem niedawno, gdy siadając przypadkowo na pilocie do telewizora, wcisnąłem jeden z nieużywanych przycisków. Mym oczom ukazał się charakterystyczny, czterokolorowy tekst. Z ciekawości przeklikałem parę stron, by przekonać się, że to medium nie tylko istnieje, ale wciąż żyje. Zaraz na początku przeczytałem o tym, co ostatnio powiedział prezydent, a kilkanaście kliknięć później ukazał się mi numer telefonu, pod którym kupię ekogroszek. Trochę dalej można nabyć nawet starego passata! 1.9 TDI, niebity, doinwestowany!
Nieuchronnie dotarłem też do strony z wielkim, czerwonym napisem: “ORGAZM bez wychodzenia z domu!”, która dość dobitnie otworzyła sekcję ogłoszeń towarzyskich. Składała się ona z niezliczonych wpisów zawierających imię, miasto, wiek i dość precyzyjny wykaz różnych parametrów ciała. Pośród tego równie ciekawego, jak dziwnego, zbioru osobistości, moją uwagę przykuło jedno z ogłoszeń.
Samotny w związku. Szukający szczęścia, uśmiechu i celu w życiu, pozna kobietę, która ma za sobą lub przeżywa podobne problemy sercowe jak ja. Wyślij sms o treści MARCIN na numer…
Samotny w związku. Widząc to, zrobiło mi się autentycznie szkoda tego mężczyzny. Na tym skończyłem czytanie telegazety. Wrócę do niej pewnie dopiero wtedy, kiedy znów przypadkowo usiądę na pilocie.
Samotny w związku. O tym będzie dzisiejszy wpis.
JA JESTEM
W moim cyklu wpisów na temat kolejnych słów przysięgi małżeńskiej zmierzam powoli do końca. Po pierwszej połowie przysięgi, która okazała się być pewnego rodzaju wprowadzeniem, dotarliśmy do momentu kulminacyjnego – do słowa Miłość. Następnie, wychodząc od niego, przeszliśmy przez kolejne wielkie zobowiązania – Wierność i Uczciwość. Wszystkie te słowa odkrywały przed nami kolejne płaszczyzny, na których buduje się miłość małżeńska.
Ostatnim z wielkich przyrzeczeń są słowa: oraz, że Cię nie opuszczę, które w skrócie nazwać możemy ślubem Obecności. Wydaje się, że w świadomości społecznej, właśnie to nie opuszczę funkcjonuje jako najtrudniejsza część przysięgi małżeńskiej. Czytelnicy mojego bloga wiedzą już, że nie jest to prawdą, jednak w opinii wielu przyrzeczenia wierności i uczciwości złamać można tylko poprzez konkretne sytuacje, konkretne decyzje. Z tego powodu wydają się one nieco łatwiejsze do wypełnienia, bo nie wymagają ciągłych starań, a jedynie reagowania na incydenty. Przecież wystarczy nie całować obcych kobiet, czy mężczyzn, mniej więcej trzymać się mówienia prawdy i gotowe! Według tych samych osób nie opuszczę jest o tyle trudniejsze, że zakłada stałość, niezmienność, niezależnie od konkretnych decyzji czy okoliczności.
Bardzo często wyrażenie nie opuszczę jest też jednym tchem wymawiane z aż do śmierci i w powszechnej świadomości ten moment, w którym przestaje obowiązywać przysięga, dotyczy przede wszystkim tego ostatniego postanowienia. Jak się okaże – nie do końca tak jest, ale o tym powiem trochę więcej w kolejnym wpisie.
Czytelnicy mojego bloga doskonale wiedzą, że poszczególne słowa przysięgi wymagają od nas zdecydowanie więcej, niż tylko tego, co literalnie wyrażają. Wynika to z samego charakteru katolickiego małżeństwa. We wpisie o słowach za żonę / za męża, które przeniosły nas do Kany Galilejskiej, dowiedzieliśmy się, że celem małżeństwa jest świętość, celem małżeństwa jest taka miłość, która stanie się uwielbieniem Boga i doprowadzi małżonków do nieba. Idąc za tą myślą, słowo miłość wskazało nam krzyż, jako ideał miłości do którego zmierzamy. Słowo wierność pokazało nam, że nasza emocjonalność, a w szczególności seksualność, są przestrzeniami, w których małżonkom objawia się niebo, objawia się Bóg, który jest jednością Osób. Słowo uczciwość z kolei skierowało nasz wzrok na ikonę Eleusa, na której widzimy wtulonych w siebie małego Jezusa i Bogurodzicę.
Czy widzicie tutaj pewną prawidłowość? Każde ze słów przysięgi małżeńskiej otwiera nam przestrzeń, w której stajemy się jak Bóg. Miłość agape, eros, filia – to wszystko miłości, które mają nas doprowadzić do nieba – do stanu, w którym “będziemy do niego podobni” (Por. 1J 3,3). Nie inaczej jest z przysięgą obecności. Aby nieco lepiej zrozumieć to przyrzeczenie, udajmy się w krótką podróż. Przenieśmy się 3300 lat wstecz, na teren azjatyckiej części dzisiejszego Egiptu.
Pewien żyjący tam człowiek wykazał się sporym roztargnieniem. Doprowadziło to jednak do osobliwego spotkania. Zajmował się on wypasem owiec swojego teścia. Zamiast szukać dla nich trawiastych obszarów, zaprowadził całe stado w głąb pustyni. Tam jednak, na zboczu jednej z gór, spotkał Boga. Mojżesz, bo o nim mowa, usłyszał głos Boga i odpowiadając na ten głos rozpoczął rozmowę, która odmieniła los całego narodu. Doprowadziła ona do szeregu plag w Egipcie, wyzwolenia ludu i w konsekwencji – do zawarcia nowego, wielkiego przymierza z Bogiem. Albo używając nieco bliższego nam sformułowania – do zawarcia małżeństwa narodu z Bogiem.
Zanim jednak do tego doszło, zanim obydwie strony wypowiedziały swoje ślubuję, tak jak w przysiędze małżeńskiej, musiały wypowiedzieć swoje imiona. Oblubienicą był cały Izrael. Kto jednak był Oblubieńcem? Jego Imię poznajemy już na samym początku. Mojżesz, rozmawiając z Bogiem, doskonale wie, że jeśli z tego ambitnego planu ma cokolwiek wyjść, musi wiedzieć z kim ma do czynienia. Nie wchodzi się w związek małżeński nie wiedząc nawet jak druga strona ma na imię. W Księdze Wyjścia czytamy, jak to poznawanie się wyglądało:
Mojżesz zaś rzekł Bogu: «Oto pójdę do Izraelitów i powiem im: Bóg ojców naszych posłał mię do was. Lecz gdy oni mnie zapytają, jakie jest Jego imię, to cóż im mam powiedzieć?» Odpowiedział Bóg Mojżeszowi: «JESTEM, KTÓRY JESTEM». I dodał: «Tak powiesz synom Izraela: JESTEM posłał mnie do was».
Księga Wyjścia 3,13-14
Imię Boga to JESTEM. Dokładnie w ten sam sposób przedstawił się Jezus tym, którzy przyszli do Ogrójca, by go pojmać. (Por J 18,5-6) Bóg jest Osobą wykraczającą poza czas. Błędem byłoby powiedzenie, że istnieje od początku czasu. To tak, jakby bohater filmu na YouTube powiedział o nas, oglądających, że istniejemy od początku. Czyli z jego perspektywy istniejemy dopiero od pierwszej sekundy filmu. Tak jak naszego istnienia nie ogranicza pasek postępu YouTube’a, tak Boga nie ogranicza pasek postępu naszego czasu. On po prostu JEST.
Wróćmy do przysięgi małżeńskiej. Czy zatem rozważane dzisiaj nie opuszczę w pierwszej kolejności nie wskazuje nam na Imię Boga, który JEST? Wydaje mi się, że właśnie to Imię ukazujące naturę Boga, ukazuje też naturę miłości małżeńskiej. Wypowiadając oraz że Cię nie opuszczę, małżonkowie ślubują, że od teraz będą, że od teraz ich relacja będzie wypełniona jestem. Składając sobie wzajemnie przysięgę, małżonkowie przedstawiają się sobie Imieniem Boga. W ten sposób obydwoje, po raz kolejny, wyrażają pragnienie stawania się jak Bóg, kochania tak, jak Bóg. Skoro zaś miłość Boga nie jest ograniczona czasem, bo wykracza poza czas, skoro nie jest zależna od pojedynczych zdarzeń i sytuacji, skoro miłość Boga nie pojawia się i nie znika, ale jest stała, po prostu JEST, to również taka ma być nasza miłość małżeńska. Znów zatem wspinamy się na wyżyny. Przecież nie jesteśmy w stanie nawet w pełni pojąć natury Boga, która wykracza poza nasze rozumienie czasu. Jak więc mamy w ten sam sposób kochać?
JESTEM codziennie
Cóż… Nie oszukujmy się, że dojdziemy do tego w pierwszym dniu małżeństwa. Nie oszukujmy się nawet, że będziemy tam na pewno po kilkudziesięciu latach stażu. Od czegoś jednak trzeba zacząć. Proponuję zrobić to tak, jak rozpoczęła się relacja Mojżesza. Proponuję zacząć od JESTEM.
Twoja żona ma tragiczny dzień? Zaczęło się od okresu, potem wylanej na siebie herbaty i zalania nowej bluzki, krytyki od szefa, a na końcu spóźnienia się na autobus do domu? Całe jej wnętrze to teraz występujące naprzemiennie “Wrrr…” i “Chlip…”?
– JESTEM.
Twój mąż nie umie sobie poradzić z presją, którą wszyscy na nim wywierają? Widzisz, że wręcz przygarbił się fizycznie od ciężaru, który niesie? Nie wiesz, czy to już początek jakiejś depresji?
– JESTEM
Właśnie dostaliście wyniki badań. Najgorsze z możliwych. Zostało maksymalnie dwa lata życia?
– JESTEM
Przed momentem sprawdziliście wynik testu. Dwie kreski. Obydwoje płaczecie z radości, bo walczyliście o to dziecko tak długo?
– JESTEM
Ostatnio jest po prostu normalnie. Zwyczajnie żyjecie, dni są podobne, ale chcecie, żeby każdy z nich był przynajmniej przyzwoity?
– JESTEM
Lista tego co może się dziać w naszym życiu jest nieskończona. Będą chwile dobre i trudne. Pomiędzy nimi będzie sporo normalności i zwyczajności. Jeśli chcemy uczyć się natury Boga, to niezależnie od okoliczności, niezależnie od nastroju i zmęczenia, niezależnie od tego ile lat już jesteśmy razem i ile jeszcze przed nami, niezmiennie musimy słowem i czynem mówić JESTEM. Wtedy nasza miłość będzie stawać się jak miłość Boga – poza czasem.
Samotny w związku
To bycie nie oznacza oczywiście jedynie fizycznej obecności. Samo wytrwanie obok siebie przez kilkadziesiąt lat małżeństwa to jeszcze nie JESTEM, o które chodzi. Świetnym przykładem jest tutaj mężczyzna z początku tego wpisu. Samotny w związku. Poza tymi kilkoma linijkami, które o sobie napisał, nic o nim nie wiem. Znam jednak kilka innych osób żyjących samotnie w małżeństwie. Nigdy nie śpią sami w łóżku, zawsze obok jest mąż lub żona, zdarza się, że jedzą wspólne posiłki, rozmawiają o tym co się wydarzyło w pracy i o tym, że dziecku znowu trzeba kupić buty, bo ze starych wyrosło. I mimo, że żyją ze sobą, to jednak żyją obok siebie. Każde z nich samotne. Samotne w związku.
Takie małżeństwa są między nami. Pewnie o większości z nich nawet nie wiemy. Widzimy ich idących razem do kościoła. Z zewnątrz wszystko wygląda dobrze. Pod spodem jednak rośnie samotność. Samotność, która czasami będzie duszona aż do śmierci. Innym razem da swoje ujście w ramionach kochanka, czy kochanki, czasami będzie objawowo leczona pracoholizmem, albo wyjściami ze znajomymi.
Czy można w ten sposób opuścić kogoś z kim dzieli się jedno łóżko? Może nawet od czasu do czasu współżyje? Czy można opuścić kogoś, z kim codziennie rozmawia się o minionym dniu? Czy można opuścić kogoś z pozoru nie opuszczając go? Niestety można. Historie wielu małżeństw to pokazują. Takie opuszczenie jest o tyle trudne, że często nawet przez samych zainteresowanych jest nieuświadomione. Z każdym rokiem coraz mniej im zależy, nie mają pojęcia co przeżywa druga strona, co czuje. Ale oficjalnie wciąż są razem. Pewnie niekiedy trochę z wygody. Koszt mieszkania podzielą na pół. Mąż dostanie codziennie obiad, żona może na dwie godziny dziennie oddać komuś dzieci pod opiekę. I tak żyją, samotni w związkach.
Ich historia, to historia starszego syna z przypowieści o miłosiernym ojcu. Syn marnotrawny przeżył rozstanie, a następnie euforię nagłej i namiętnej miłości związanej z powrotem. Starszy syn również jednak opuścił Ojca. Opuścił go tak, jak opuszczają się małżonkowie, którzy razem mieszkają, ale tak naprawdę żyją samotnie.
Oto tyle lat ci służę i nie przekroczyłem nigdy twojego nakazu; ale mnie nigdy nie dałeś koźlęcia, żebym się zabawił z przyjaciółmi.
Ewangelia według św. Łukasza 15,29
Słowa te, nieco przerobione moglibyśmy z łatwością włożyć w usta żony “samotnego w związku” z początkowej historii. Przecież nie odeszła, przecież nie przekroczyła prawa. Przecież mąż, zamiast szukać skoku w bok, powinien być za tę nieobecną-obecność wdzięczny! To jednak za mało. Dopóki w bycie razem nie zaangażujemy całej naszej osoby – naszego ciała, ale też całej duszy, myśli, woli, jeśli nie będziemy obecni w małżeństwie cali, kompletni, w pełni zaangażowani, to wtedy, w większym lub mniejszym stopniu, opuścimy drugą osobę.
Storge
Jak tego uniknąć? Czy da się tego w ogóle uniknąć? A może postępująca obojętność i oddalanie się od siebie są wpisane na stałe w późniejsze etapy związku? Odpowiedzią na to jest miłość określana greckim słowem storge. Jest to miłość, którą możemy nazwać ostatnią płaszczyzną, na której buduje się relacja małżeńska. Gdy jednak przeczytamy definicję słowa storge, możemy w pierwszej kolejności uznać, że ta miłość do małżeństwa nie pasuje.
Storge to miłość rodzinna, odnosi się do naturalnego lub instynktownego uczucia, takiego jak miłość rodzica do potomstwa i vice versa.
Jest to zatem miłość, którą można by nazwać naturalną, oczywistą, wynikającą wręcz z więzów krwi. Co więcej, miłość ta, tak jak boskie JESTEM, również wychodzi poza czas. Nasi przodkowie są nimi zawsze, niezależnie od tego, czy jeszcze żyją, czy już nie. Ta relacja będzie istniała nawet po naszej śmierci. Relacja rodzinna pomiędzy rodzeństwem nie zrywa się w momencie, gdy ci rozjeżdżają się po świecie i tracą ze sobą kontakt. Wszystkie powyższe relacje można by w jakimś stopniu opisać słowami oraz że Cię nie opuszczę, aż do śmierci. Czy jednak tym słowem możemy określić także miłość małżeńską?
Aby lepiej to zrozumieć, posłużmy się innym przykładem. Czy o miłości storge, miłości instynktownej i oczywistej, możemy mówić w przypadku adoptowanego dziecka? Czy człowiek może mieć synowską relację z ludźmi, którzy go nie poczęli i nie urodzili? Taka relacja (jak z resztą każda, nawet ta z nowonarodzonym dzieckiem) potrzebuje pracy i czasu. Relacje te wymagają zbudowania tego, co brytyjski psychoanalityk John Bowlby nazwie więzią, przywiązaniem. W przypadku rodzicielstwa, więź ta zwykle tworzy się w sposób instynktowny, oczywisty, tak jak instynktowna i oczywista jest miłość storge. Jest jednak możliwe, dzięki zaangażowaniu i pracy, zbudowanie takiej więzi poza relacjami biologicznymi – np. z adoptowanym dzieckiem, albo drugim dorosłym człowiekiem.
Storge jest zatem tak mocną i wypracowaną przez lata więzią, tak ugruntowaną miłością, że staje się równie, a czasami bardziej oczywista, niż nasze więzy krwi. Małżonkowie, którzy przez lata, od początku swojego małżeństwa, świadomie budują między sobą więź opartą na wzajemnym szacunku, zaufaniu, a przede wszystkim świadomości, że zarówno ja, jak i moja żona czy mąż JESTEŚMY, budują miłość storge.
Storge wzrasta powoli, niczym duże, rozłożyste drzewo o grubym pniu. Musi minąć wiele lat, aż na dobre się ukorzeni i pokryje cieniem wszystko dookoła. Tak jak to drzewo, miłość ta nie ugina się pod przychodzącymi i odchodzącymi burzami. Jej korzenie sięgają głęboko, więc niegroźna jest jej susza i silny wiatr. Jest to miłość zdecydowanie bardziej łagodna niż namiętny eros, a nawet filia. Po wielu latach małżeństwa wydaje się być jednak przynajmniej równie silna, jak pozostałe rodzaje miłości.
Słowa nie opuszczę, odnoszące nas do storge, chyba najmocniej zakorzenione są też w zwykłej codzienności. Nie jest sztuką być z kimś, gdy motyle w brzuchu łaskoczą tak mocno, że emocjom nie ma końca, gdy namiętność erosa raz po raz funduje nam kolejne wyjątkowości i uniesienia. Nieco trudniej widzieć miłość w tym, gdy po ponad 40 latach małżeństwa, po raz dziesięciotysięczny (tak, policzyłem to!) żegnamy się idąc do pracy.
Na pewno znacie ten obrazek. Para starszych małżonków siedząca na ławce w parku, albo prowadząca się nawzajem do kościoła, do lekarza. Zwykle milczący. Zupełnie przeciwieństwo energicznych, popychanych erosem dopiero-co-zakochanych. To ci, którzy przeżyli ze sobą naprawdę wiele codzienności. Omówili ze sobą tysiące spraw, mogą się bez zawahania nazwać przyjaciółmi, zatem filia też powoli przestaje mieć przestrzeń do wykazywania się. I tak trwają obok siebie bez słów. Jednak swoim zaangażowaniem, swoim przywiązaniem, nieustannie mówią JESTEM. Przedstawiają się sobie imieniem Boga. Stają się jak Bóg. Czyż nie o to w tym wszystkim chodzi?
Ojcze sprawiedliwy! Świat Ciebie nie poznał, lecz Ja Ciebie poznałem i oni poznali, żeś Ty Mnie posłał. Objawiłem im Twoje imię i nadal będę objawiał, aby miłość, którą Ty Mnie umiłowałeś, w nich była i Ja w nich»
Ewangelia według św. Jana 17,25-26
Zobacz również
Wierność – #09 Przysięga małżeńska
9 listopada 2021
Tylko lepiej – #00 Przysięga małżeńska
10 czerwca 2020