Zżycia

Wdzięczność

Ten rok zaczął się dla mnie wyjątkowo. Nie pamiętam, żeby kiedykolwiek w moim, co do zasady spokojnym życiu tak dużo działo się w tak krótkim czasie. Od kilku miesięcy to, co dzieje się w moim szarkowym środku, da się określić tylko jednym słowem. Wdzięczność!

Od pierwszego stycznia zdążyłem już kąpać się w gorących źródłach, gdy na głowę sypał mi śnieg. Zaliczyć kilka wyjść ze znajomymi i dobrze się na nich bawić. Zaliczyć koncert symfoniczny i odwiedzić krakowską siedzibę Google. Polecieć do Barcelony, zobaczyć tam jeden z najbardziej oryginalnych kościołów na świecie i wypić najlepszą kawę w życiu. Jestem wdzięczny za zwykłą codzienność, która działa się pomiędzy tym wszystkim i za ułożenie niemożliwych do ułożenia puzzli.

Jestem wdzięczny za świetne postanowienie, by mocno ograniczyć czas korzystania z telefonu i za przeczytanie dzięki temu już 11 książek. (No dobra, wcale nie były jakieś strasznie grube, ale ilość to ilość!) Jestem wdzięczny, bo dzięki docenieniu przez innych poleciałem praktycznie za friko do Tajlandii, i gotowałem tam nawet krewetki na plaży.

Jestem wdzięczny, bo w większości tych sytuacji była ze mną moja żona, bez której większość z tej większości pewnie by się wcale nie wydarzyła. Jestem wdzięczny, że udaje nam się wychodzić czasem na randki. Że bycie ze sobą tak po prostu, w domu, obok siebie jest dla nas fascynujące, a nie nużące. Jestem wdzięczny za wiele innych rzeczy, „(…) które się dokonały, a które, gdyby je szczegółowo opisać, to sądzę, że cały świat nie pomieściłby ksiąg, które by trzeba napisać.”

I choć tego wszystkiego było ostatnio naprawdę sporo, to wszystko to chowa się, przy wdzięczności największej i pierwszej. Wdzięczności, która nadaje sens wszystkiemu.

Chrystus Zmartwychwstał!


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *