Chciałem napisać dłuższy tekst. Miał mówić o tym, że to jeden z najtrudniejszych Wielkich Postów.
Że ani jedna droga krzyżowa, że ani jedne gorzkie żale, modlitewnie kiepsko, i że ogólnie jakoś ciężko. Że zaczęliśmy od zapalenia płuc Młodego Człowieka, a w Triduum weszliśmy z nim mając ponad 39 stopni na termometrze. Nie pamiętam też kiedy ostatni raz przespaliśmy całą noc, a choć ciągle mamomamomamotatotatomamoMAMOTATO na początku było urocze, to mamy tego już trochę dość. No i Człowiek, który uczy się powoli samodzielności, to też nie najłatwiejszy partner do życia.
Miałem napisać o tym jednym z gorszych Wielkich Postów, ale zwyczajnie mi się już nie chciało.
Wczoraj, będąc na Liturgii Męki Pańskiej pytałem siebie jak sobie z tym radzić.
Wtedy spojrzał na mnie On, z krzyża i powiedział: „Jak miałem ciężko, to kochałem.”