Ojcowizna

O ile łatwiej by było

„O ile łatwiej by było gdyby się mnie bał…”
Powiedziała wczoraj do mnie Ania po 15 minutach poświęconych na jakąś błahą czynność, która powinna zająć 10 sekund.
 

Młody Człowiek jest na etapie odkrywania swoich możliwości, emocji i ograniczeń. To chyba dość normalny czas, w którym dziecko chce spróbować wszystkiego, nawet tego zakazanego już czterysta razy. To czas, w którym Człowiek powoli zaczyna zauważać że jest coś takiego jak emocja, ale jeszcze zupełnie nie wie co z nią zrobić. Od łez śmiechu do łez rozpaczy jest tak blisko, że płynnie przechodzą jedne w drugie.

O ile łatwiej by było, gdyby się nas bał… Wystarczyło by krzyknąć. Nagle zrobiłoby się cicho. Usiadłby na chwilę bez ruchu.
O ile łatwiej by było, gdyby się nas bał… Wystarczyłoby podnieść rękę. Przestałby krzyczeć i ciągle czegoś chcieć.
O ile łatwiej by było, gdyby się nas bał…
Nam z pewnością.

Nie zostałem ojcem po to, by mi było łatwo. Nie zostałem ojcem po to, by Młodego Człowieka uczyć strachu. Nie zostałem ojcem po to, żeby mieć chwilę spokoju.

Nie zostałem ojcem po to, by mieć kogoś na kim łatwo się wyładować, kto jest na tyle słaby, że nie odda. Przyjmie i pewnie w swoim dziecięcym geniuszu zamknie w środku. A potem już nigdy nie pokaże nikomu tego, co ukrył…

 

O ile łatwiej by było, gdyby się mnie bał… Ale ja wcale nie chcę, żeby było łatwiej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *