Olimpijskie afery
Moje własne trzy grosze do okołoolimpijskich afer.
Celowo nie pisałem nic do tej pory, ponieważ moim założeniem, gdy zakładałem ten blog było to, żeby co do zasady nie komentować niczego na bieżąco. (Oczywiście tracę tym podejściem bardzo mocno na kilkalności). Nigdy nie uważałem emocji na mojego głównego doradcę, więc również w tym przypadku celowo odczekałem kilka dni, by poszczególne przemyślenia ułożyły się w jako-taką całość i były bardziej racjonalne, niż jakiekolwiek inne. Oczekiwanie ma ten dodatkowy plus, że pozwala niektórym słowom i faktom wybrzmieć i złapać w ten sposób szerszy punkt widzenia. Na koniec tego wstępu ważne założenie. Oczywiście z żadnym z poniższych punktów nie trzeba się zgadzać.
Na początku warto zauważyć, że to co się dzieje wokół ceremonii otwarcia to niesamowicie ciekawe zjawisko społeczne. Warto spróbować na to spojrzeć z boku i poobserwować w jaki sposób ta historia się toczy, jakie argumenty padają z różnych środowisk i co się zmienia z czasem w narracjach.
Od razu zaznaczę, że nie oglądałem całej ceremonii. Włączyłem ją pewnie gdzieś w połowie, a później w kolejnych dniach nadrobiłem niektóre fragmenty z pierwszej części.
Ceremonia, tak wychwalana przez wielu, dla mnie była bardzo tandetna, cringe’owa i plastikowa. Zupełnie nie rozumiem zachwytów nad jej rzekomo niespotykanym do tej pory poziomem. Pekin i Londyn to dla mnie otwarcia, które ustawiły poprzeczkę na tyle wysoko, że francuski Duplantis tym razem nie przeskoczył. Znicz olimpijski w postaci balonu może i na pierwszy rzut oka wygląda spektakularnie, ale potwierdza tę tezę poprzez fakt, że nie pali się w nim żaden ogień, a cały efekt to para podświetlona LEDami. Czyli nie jest żadnym zniczem. Czyli tandeta.
Nie uważam, by zorganizowanie jej na terenie całego miasta było lepsze, niż stadion. Co prawda, dostaliśmy kilka naprawdę ładnych ujęć (np. lasery na Wieży Eiffla), ale ostatecznie ceremonia była niesamowicie rozwleczona, czego kulminacją było ciągnące się w nieskończoność kilkunasto- (a może nawet kilkudziesięcio-) minutowe ujęcie na konia mechanicznego (o tym jeszcze za chwilę).
Do tego dochodzi deszcz, który wprost obnażył niedostateczne przygotowanie organizatorów. Barki ginęły w zaparowanych obiektywach kamer, a sporo z punktów programu po prostu się nie odbyło ze względu na strugi wody. Zakładam, że na stadionie uniknięto by większości z problemów spowodowanych ulewą.
Absolutną kulminacją abdurdu było powieszenie flagi olimpijskiej do góry nogami. Wiatr okazał się jednak łaskawy dla organizatorów i przestał wiać i dla większości widzów zamaskował tę totalną kompromitację.
___________________________
Czy doszło do obrażenia uczuć religijnych chrześcijan? Z pewnością tak. Uczucia to sprawa indywidualna i jeśli ktoś się poczuł obrażony, to się poczuł i w sumie nic nikomu do tego. Możemy się oburzać do woli, mamy do tego prawo, ale z drugiej strony – sam nie przykładam zbyt wielkiej wagi (co nie znaczy że nie przykładam jej wcale) do cudzych uczuć, zwłaszcza w sytuacjach, gdy mówimy o szukaniu prawdy. Ta jest niezależna od tego jak się ktoś z nią czuje.
Czy doszło do celowego znieważenia katolików? Nie wiem! Widziałem całkiem dobre argumenty dowodzące, że celowo sparodiowano Ostatnią Wieczerzę. Widziałem równie dobre argumenty dowodzące, że od początku chodziło o zupełnie inny przekaz i oburzenie świata chrześcijańskiego jest nieuprawnione. Jestem w stanie wyobrazić sobie i przyjąć jako prawdziwe obydwie wersje.
Jestem w stanie wyobrazić sobie też sytuację (i na ten moment wydaje mi się ona najbardziej prawdopodobna – ale to się z czasem zmienia), że scena z osobami trans przy stole rzeczywiście miała nawiązywać do obrazu da Vinciego, ale nikt nie pomyślał o tym, że (aż tak) obrazi ona katolików. Pamiętajmy, że dla wielu ludzi (we Francji może dla zdecydowanej większości) to obraz jak każdy inny. Gdyby osoba trans odtworzyła Damę z gronostajem, pewnie nikt by nawet nie zagregował. A akurat Ostatnia Wieczerza jest dziełem, które inspirowało już dziesiątki razy, od klasycznego malarstwa zaczynając, przez kreskówki, plakaty filmowe, reklamy marek wszelakich, na teatrze kończąc. Przekornie można by rzec, że może i tu należy zastosować maksymę, że „naśladowanie jest najszczerszą formą pochlebstwa.”
Czy to cokolwiek zmienia? I tak i nie. Jeśli ktoś nie pomyślał, że scena wywoła taki efekt, po raz kolejny dowiedzie to niechlujstwa w przygotowaniu całego show.
Z drugiej strony całe wydarzenie, w moim odczuciu, pełne było symboliki, która nie była ani w żaden sposób tłumaczona, ani nie była (dla mnie) czytelna. I znów – można to postrzegać dwojako. Albo nie była przeznaczona dla mnie, a odczytać ją mieli ci, którzy wiedzą więcej. W takim przypadku dopatrujemy się tutaj jakiejś celowości i nie zawsze szlachetnych intencji stojących za całością. Albo znów – należy stwierdzić, że było to kiepsko przygotowane wydarzenie, skoro do teraz nie wiadomo, czy jeździec na koniu był Amazonką, Don Kichotem, Joanną d’Arc, symbolem wolności, solidarności, nazgulem, jeźdźcem apokalipsy, czy jeszcze czymś innym.
Tutaj pojawia się jeszcze jeden, dość mocno subiektywny aspekt. Ceremonia ta, była dla mnie w pewien sposób niepokojąca (choć nie jestem pewny czy „niepokojąca” to najlepsze słowo jakim mogę opisać moje odczucia). Znów wrócę do jeźdźca na koniu. Jego przejazdowi towarzyszyła muzyka kojarząca się bardziej z thrillerami i horrorami, niż pięknymi wartościami jak np. solidarność (bo tak chyba nazywała się ta część show). W wydarzeniu, które powinno być chyba przede wszystkim pozytywne, kolorowe i uśmiechnięte, w moim odczuciu najwięcej było upiorności, dziwności i niepokoju. Zarówno w warstwie wizualnej, dźwiękowej jak i symbolicznej. Jeśli taki miał być celowy efekt, to ja podziękuję.
Sprawa Babiarza. Znów mamy kilka punktów widzenia i wiele niuansów. Z jednej strony nie powiedział nic szczególnie kontrowersyjnego. Co więcej, uważam, że nasz komentator gryzł się naprawdę wiele razy w język, starając się zauważać przede wszystkim pozytywne aspekty wydarzenia. Z drugiej strony – jego komentarz nie był błyskotliwy i wydać było, że wiele razy sam gubi się w tym, co widzimy na ekranie. Gdzieś spotkałem się z głosami, że komentatorzy nie dostali prawie żadnych materiałów i prawie nic nie widzieli ze swoich stanowisk. Wtedy był by to kolejny argument w stronę organizatorów, którzy nie przygotowali odpowiednio wydarzenia. Ale nawet w takim przypadku chyba lepiej zamilknąć, niż zmyślać i mylić fakty (a to panu Babiarzowi zdarzyło się, niestety, wiele razy).
Nie do końca jednak rozumiem, czemu dziwią się osoby krytykujące decyzję TVP o zawieszeniu pana Babiarza. Przecież domyślenie się intencji jego przełożonych (nawet jeśli miał on rację określając utwór „Imagine” jako komunistyczny) jest raczej proste. Zupełnie nie rozumiem tutaj szoku i brak zrozumienia (głównie) prawej strony. Pan Przemysław w mniemaniu swoich pracodawców postawił się w roli „pana marudy, niszczyciela dobrej zabawy i uśmiechów dzieci” i właśnie dlatego został ze stołka zepchnięty. Czy mnie to przekonuje? Nie. Jestem jednak sobie w stanie wyobrazić, że dla kogoś było to na tyle istotne, że podjęto taką decyzję.
________________________
Co robić jako chrześcijanie? To pytanie zadaję sobie od kilku dni. I wciąż wraca do mnie jeden, niestety niezbyt pozytywny wniosek. Odpowiedź to – przyzwyczaić się! Niezależnie od tego, czy był to celowy atak na chrześcijan, czy niechlujstwo nie uwzględniające tego jakie to może wywołać emocje – takie sytuacje będą zdarzać się coraz częściej. „Nasze” dzieła kultury będą reinterpretowane na przeróżne sposoby. Maryi jeszcze nie raz dorysują tęczową aureolę. Jeszcze nie raz wprost nas obrażą i niejednokrotnie wyśmieją. Wszystko wskazuje na to, że jeszcze tylko kilkadziesiąt lat i zupełnie przestaną się z chrześcijaństwem liczyć, bo zwyczajnie będzie nas na tyle mało, że będzie można zupełnie olać nasz głos, a nawet krzyk.
Czy to znaczy, że mamy zupełnie nie reagować? Chyba nie, ale to temat na zupełnie odrębną rozkminę i odrębny wpis. Intuicja, którą mam na ten moment podpowiada mi, że reagować trzeba, tylko musimy się dogłębnie zastanowić nad tym, co oznacza w takim przypadku dobra reakcja.
Pan Bóg jest wystarczająco duży, by obronić się sam (Léonard Amossou Katchekpele). Jeśli uświadomimy sobie jednak po czyjej stronie stoimy, to wydarzenia takie jak piątkowe rozpoczęcie igrzysk, choć mogą nas smucić, tak naprawdę przybliżą nas do Niego i utwierdzą w pełnym pokoju przekonaniu, że dobrze wybraliśmy. I tego pokoju w sercu sobie i Wam życzę!
Zobacz również
Wymyślanie kalendarza
9 stycznia 2025
Jeszcze ryżem sypną na szczęście
24 lipca 2020