Szary czyta

„Pieśń bogini Kali” – Dan Simmons

Nie lubię oglądać horrorów. Uważam, że większość z nich korzysta z bardzo tanich chwytów (np. wyskakujących znienacka potworów) i zamiast przejmować nas lękiem, zwyczajnie nas tylko wystrasza. Co ciekawe, jakiś czas temu zacząłem eksplorować nowy dla mnie gatunek literacki jakim jest powieść grozy (która w literaturze jest czymś nieco innym niż horror). Tutaj nie da się jednak zastosować tanich chwytów. Albo umiesz zbudować klimat, albo nie.

Pieśń bogini Kali to debiutancka powieść Dana Simmonsa. To autor, który w swoim portfolio ma bardzo szeroki wachlarz gatunków (space opera Hyperion, powieść historyczna Czarne góry, kryminał Hard as nails). Zaczynał jednak właśnie od grozy i w gatunku tym, (a także w pokrewnym horrorze) zdobył ogromną popularność (np. kultowy już Terror).

Bohaterem tej nie tak długiej (270 str.) powieści jest mający polskie korzenie Robert Luczak. Po części poeta, po części dziennikarz. Zostaje wysłany do Indii, do Kalkuty, by zdobyć prawa do powstałego właśnie poematu jednego z największych indyjskich poetów. Problem w tym, że poeta ten nie żyje od kilku lat. Jest to początek intrygi, w której pojawią się gangi, różnorakie interesy, zbrodnie, sekty i tajemnicze, pradawne kulty. Bohater (a także jego rodzina) zostają ostatecznie wciągnięci w tajemnice, których nie tylko nie spodziewał się, ale wręcz nie chciał odkrywać.

Książka ta ma jednak jeszcze jednego bohatera. Miasto – Kalkutę. To od tytułowej Kali pochodzi nazwa miejsca akcji. Przez całą lekturę odnosi się wrażenie, że miasto samo w sobie jest pewną formą manifestacji tej krwiożerczej, buddyjskiej bogini. Razem z Luczakiem przemierzamy cuchnące ulice, napotykamy gnijące zwłoki i nurzamy się po pas w rozkładających się, półpłynnych odpadach. Nie jest to zdecydowanie książka dla wrażliwców.

Jest to pierwsza pozycja Simmonsa po jaką sięgnąłem, ale jeśli już w debiucie potrafił on tak wykreować świat, że ma się wrażenie, że zapach zgnilizny przebija z papierowych stron, to już wiem, że warto zwrócić też uwagę na jego późniejsze dzieła. Całość wydana przepięknie przez niezawodne wydawnictwo Vesper.

Czy polecam? Chyba tak, ale z zastrzeżeniem, że sięgając po Pieśń bogini Kali, dobrze jest wiedzieć co się bierze do ręki. Książka jest duszna ze względu na niesamowity opis brudnego miasta i jest duszna ze względu na fabułę, która prowadzi nas po tajemnicach pradawnych, brutalnych i krwistych kultów. Oczywiście, zawsze można się do czegoś przyczepić. Są fragmenty nieco nużące. Zakończenie może dla wielu okazać się rozczarowujące (choć według mnie jest właśnie takie jakie powinno być). Ostatecznie jest to jednak kawał porządnej grozy.

[Spodoba się jeśli]: Lubisz duszny klimat, mocne i dosłowne opisy, grozę wnikającą bardziej z kreacji miejsca niż z samej akcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *