„Odporność” – Marcin Korczyk
11 października 2024
/
Dzisiaj
na tapet idzie książka, która podobała mi się i mnie trochę zawiodła
równocześnie. Mowa o „Odporności” Marcina Korczaka ukrywającego się na
socialach pod kryptonimem Pan Tabletka.
Najpierw plusy. Książka opisuje jak działa odporność i dlaczego nasze dzieci nie mogą uniknąć chorowania. Podaje konkretne wskazówki jak pomóc chorującemu dziecku i takiemu, które ten trudny okres ma przed sobą. Rozwiewa najpopularniejsze mity i zdejmuje z ramion załamanych rodziców poczucie winy, gdy mimo ich heroicznych wysiłków dziecko znów wraca z placówki z glutem. Mówi też o tym jak można przedobrzyć i w dobrej wierze dziecku zaszkodzić.
Minusy. Głównym zarzutem jest to, że „Odporność” jest chyba jednym z wyraźniejszych przykładów tego, co obecnie w literaturze dzieje się coraz częściej. Chodzi o sztuczne pompowanie objętości książki. Dzieje się to na kilka sposobów. Po pierwsze, niektóre treści mamy wałkowane w kółko po kilka razy. Z jednej strony rozumiem, że może tylko tak da się do niektórych dotrzeć. Z drugiej strony – ja tego nie potrzebuję. Nie sposób też odnieść wrażenia, że będąc stałym czytelnikiem bloga Pana Tabletki – to wszystko już gdzieś czytałem. Rozumiem jednak też potrzebę zebrania różnych wpisów w jednym miejscu.
Po drugie, podawanie wielu przykładów mających zobrazować jakieś procesy w organizmie. Mi by wystarczył jeden lub wcale. Ponadto, książka kierowana jest głównie do kobiet, a układ odpornościowy porównywany jest do samochodu, komputera, szkółki piłkarskiej, drużyny wojowników. Chyba niezbyt trafnie, jak na tę grupę docelową.
Kolejny zarzut to forma. Mnóstwo obrazków, nawet zajmujących dwie wielkie strony obok siebie. Mają one zobrazować coś, co da się zawrzeć w dwóch zdaniach. Nie spodobała mi się też czcionka. Nadmiernie okrągła, niezbyt przyjemna do czytania (ale świetnie zwiększająca objętość tekstu). Do tego duże tytułu, podtytuły, przerwy w tekście, pojedyncze, ważne zdania wyróżnione tak, że zajmują tyle co cały akapit.
W ten sposób dostajemy książkę, która ma 250 dość sporych w formacie stron, a treść spokojnie zmieściłaby się na połowie tego w mniejszym formacie.
Ostatecznie, książka na półce może i wygląda ładnie, ale osobiście coraz bardziej cenię te pozycje, które szanują pojemność moich regałów. Nie jest to pozycja zła. Jest może nawet obowiązkowa dla rodzica dziecka, które zaczyna przygodę ze żłobkiem czy przedszkolem. W porównaniu do bloga, nie jest jednak wielką nowością. Kupno jej może być jednak dobrym wyrazem wdzięczności dla autora za lata świetnej pracy w internecie i tak ją też traktuję.
[Spodoba się jeśli]: Jesteś rodzicem i twoje dziecko właśnie idzie do żłobka/przedszkola, chcesz dowiedzieć się jak pomóc dziecku w chorowaniu.
Najpierw plusy. Książka opisuje jak działa odporność i dlaczego nasze dzieci nie mogą uniknąć chorowania. Podaje konkretne wskazówki jak pomóc chorującemu dziecku i takiemu, które ten trudny okres ma przed sobą. Rozwiewa najpopularniejsze mity i zdejmuje z ramion załamanych rodziców poczucie winy, gdy mimo ich heroicznych wysiłków dziecko znów wraca z placówki z glutem. Mówi też o tym jak można przedobrzyć i w dobrej wierze dziecku zaszkodzić.
Minusy. Głównym zarzutem jest to, że „Odporność” jest chyba jednym z wyraźniejszych przykładów tego, co obecnie w literaturze dzieje się coraz częściej. Chodzi o sztuczne pompowanie objętości książki. Dzieje się to na kilka sposobów. Po pierwsze, niektóre treści mamy wałkowane w kółko po kilka razy. Z jednej strony rozumiem, że może tylko tak da się do niektórych dotrzeć. Z drugiej strony – ja tego nie potrzebuję. Nie sposób też odnieść wrażenia, że będąc stałym czytelnikiem bloga Pana Tabletki – to wszystko już gdzieś czytałem. Rozumiem jednak też potrzebę zebrania różnych wpisów w jednym miejscu.
Po drugie, podawanie wielu przykładów mających zobrazować jakieś procesy w organizmie. Mi by wystarczył jeden lub wcale. Ponadto, książka kierowana jest głównie do kobiet, a układ odpornościowy porównywany jest do samochodu, komputera, szkółki piłkarskiej, drużyny wojowników. Chyba niezbyt trafnie, jak na tę grupę docelową.
Kolejny zarzut to forma. Mnóstwo obrazków, nawet zajmujących dwie wielkie strony obok siebie. Mają one zobrazować coś, co da się zawrzeć w dwóch zdaniach. Nie spodobała mi się też czcionka. Nadmiernie okrągła, niezbyt przyjemna do czytania (ale świetnie zwiększająca objętość tekstu). Do tego duże tytułu, podtytuły, przerwy w tekście, pojedyncze, ważne zdania wyróżnione tak, że zajmują tyle co cały akapit.
W ten sposób dostajemy książkę, która ma 250 dość sporych w formacie stron, a treść spokojnie zmieściłaby się na połowie tego w mniejszym formacie.
Ostatecznie, książka na półce może i wygląda ładnie, ale osobiście coraz bardziej cenię te pozycje, które szanują pojemność moich regałów. Nie jest to pozycja zła. Jest może nawet obowiązkowa dla rodzica dziecka, które zaczyna przygodę ze żłobkiem czy przedszkolem. W porównaniu do bloga, nie jest jednak wielką nowością. Kupno jej może być jednak dobrym wyrazem wdzięczności dla autora za lata świetnej pracy w internecie i tak ją też traktuję.
[Spodoba się jeśli]: Jesteś rodzicem i twoje dziecko właśnie idzie do żłobka/przedszkola, chcesz dowiedzieć się jak pomóc dziecku w chorowaniu.
Zobacz również
Najgorszy moment na dziecięcą dramę
6 stycznia 2025
Absolutnie piękne chwile!
31 października 2024