Szary czyta

„Ślepowidzenie” – Peter Watts

Już dawno żadna książka nie wciągnęła mnie tak bardzo, jak „Ślepowidzenie” Petera Wattsa! Pewnie pomógł w tym urlopowy czas i dodatkowe wolne godziny w ciągu dnia, ale kilkaset stron przewalone w jakieś 3 dni, to obecnym etapie życia niezły i bardzo satysfakcjonujący wynik! 😃
Pozycja ta, to przedstawiciel tak zwanego hard sci-fi, czyli gałęzi science fiction, w której naukowe terminy, szczegóły budowy pojazdów kosmicznych i dokładne opisy działania technologii, które dopiero powstaną są na porządku dziennym. Książka sama w sobie nie porusza jednak żadnego oryginalnego tematu. Mamy tutaj dość klasyczny dla sci-fi motyw pierwszego kontaktu.

Akcja dzieje się pod koniec XXI wieku. Ludzkość odkryła, że nie jest sama we wszechświecie, ale nie wie do końca gdzie i czym są obcy. Z racji nastania ery transhumanizmu, na misję badawczą poza obrzeża Układu Słonecznego leci wampir (tak, w tym świecie wampiry żyją) i grupka stuningowanych osób (każde z nich wyróżnia się modyfikacjami ciała i umysłu, wszczepami, portami, za pomocą których łączą mózgi z komputerem itp.) Akcja dzieje się z kolei w dość klaustrofobicznej przestrzeni statku kosmicznego „Tezeusz”.

Watts potrafi jednak z oklepanego już tematu zrobić coś ciekawego. Po części pewnie to zasługa stylu. Ten jednak nie jest prosty. Najpierw musimy przebrnąć przez wszystkie technikalia, obco brzmiące nazwy substancji i przyrządów. Co więcej, nie wszystkie z nich doczekają się dokładnego omówienia. Czasami trzeba przyjąć na wiarę, że za kilka dekad to ma prawo tak się nazywać i tak działać. I koniec. Gdy się nam to uda, mierzymy się ze sposobem opisu wydarzeń, który czasami sprawia wrażenie, że co kawałek z książki wycięto nam kilka stron. Wrzucani jesteśmy w środek akcji i czasami dopiero po kilku stronach (a niekiedy po kilku rozdziałach) zaczynamy rozumieć o co w ogóle tutaj chodzi. Gdy jednak i przez to przebrniemy, dostajemy na dokładkę powieść, która wymaga od nas sporo wysiłku intelektualnego. Nie wszystko jest powiedziane wprost, niektórych rzeczy musimy się sami domyślić.

Na końcu jednak otrzymujemy nie tylko ciekawą akcję, intrygujących obcych, ale też dość ciekawe i poważne rozważania około-filozoficzne. Te ostatnie bywały dla mnie ciekawsze niż sama akcja. Jaka jest rola inteligencji? Czym jest (samo)świadomość? Jaka jest rola, granice i ograniczenia ewolucji? Po co człowiekowi w ogóle drugi człowiek w świecie przyszłości? Jaki jest sens życia w świecie, w którym nie jesteśmy nikomu do niczego potrzebni, bo prawie wszystko robią roboty?

Czy „Ślepowidzenie” ma minusy? Tak, znajdzie się kilka. Po pierwsze – liczyłem, że obcy, będą jednak jeszcze bardziej obcy. Tutaj póki co pewnym punktem odniesienia wciąż jest dla mnie Lemowski „Solaris” z jego inteligentnym oceanem. Sam styl potrafi też momentami zmęczyć i wymaga czytania niektórych fragmentów (szczególnie tych, gdy dużo się dzieje) po kilka razy, ze względu na dość chaotyczne opisy akcji.

Ostatecznie jednak jest to kawał świetnej powieści. Na półce czekają już na mnie kolejne tomy z tzw. „Trylogii Ryfterów” tego samego autora i z pewnością w niedługim czasie po nie sięgnę!

[Spodoba się jeśli]: Lubisz, gdy autor odrabia zadanie domowe i ze szczegółami opisuje świat i wiele technicznych rozwiązań, lubisz książki dziejące się w kosmosie, spotkania z obcymi, filozoficzne rozważania dotyczące natury ludzkiej, przemycone w dialogach bohaterów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *