Zmyślenia,  Zżycia

27. Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie

Kilka subiektywnych spostrzeżeń i myśli z rozpoczętych tydzień temu 27. Międzynarodowych Targów Książki w Krakowie.

📌 Wygodnie jest być autorem – masz wydzieloną część parkingu, za który nie płacisz, nie musisz stać w kilkusetmetrowej kolejce, bo wchodzisz bocznym wejściem, na teren targów możesz wejść na godzinę przed oficjalnym otwarciem, dostajesz identyfikator (zawsze to jakaś pamiątka). Piszcie książki, polecam!

📌 Targi Książki, zwłaszcza w weekend to DZIKI TŁUM. Jedna ze znajomych żaliła mi się, że chcąc zrobić sobie kilka zdjęć okładek dla inspiracji, nie była w stanie tego zrobić, bo poniosło ją morze ludzi. Jest ciasno, duszno i głośno. Do tego ciężko dojechać, bo wszystko wokół zakorkowane (na pewno nie pomogły remonty w okolicy).

📌 Przekrój wiekowy zwiedzających jest dość zróżnicowany, jednak dominującą kategorią były chyba młode dziewczyny – nastolatki, poruszające się niekiedy w kilkuosobowych, zorganizowanych grupach. Te za cel obrały sobie kilka konkretnych punktów, w których ulokowane były wydawnictwa nastawione na tzw. literaturę ‘Young Adult’.

📌 Zaintrygowany tym fenomenem przyjrzałem się kilku pozycjom oferowanym i promowanym przez te wydawnictwa. Krótko mówiąc – w mojej ocenie nie jest to literatura wysokich lotów. Są to w zasadzie harlekiny, jedynie opakowane w kolorowe okładki i modne angielskie nazwy gatunków (np. 'Enemies to lovers’ lub 'Friends to lovers’). Niektóre wprost określają same siebie jako literaturę erotyczną. Wniosek zatem jest taki, że czytelnictwo raczej nie umiera, może nawet przeżywa pewien rozkwit, ale się przy tym nieco szmaci.

📌 Z drugiej strony – pojawiło się kilka konkretnych nazwisk i do nich też ustawiały się kolejki (ale już nieco starszych czytelników). W końcu nie codziennie można dostać podpis od noblistki, pani Tokarczuk. Osobiście, nie jestem jednak zbieraczem podpisów, więc nie poświęciłem czasu na ustawianie się w kolejce do innych autorów.

📌 Są to trudne targi dla mniejszych wydawnictw. Często upchnięte gdzieś po kątach, na małych (a horrendalnie drogich) stoiskach. Ludzie, którzy promują tam swoje książki, a z którymi to ludźmi miałem okazję zamienić kilka słów, byli raczej rozczarowani.

📌 Nie jest to też miejsce, gdzie wystawcy katoliccy cieszą się szczególną popularnością. Ruch na stoisku Wydawnictwo Franciszkanów Bratni Zew, gdzie pojawiłem się jako autor, też nie należał do największych. Z pewnością było jednak ono jednym z piękniejszych i najbardziej rzucających się w oczy, z dużą ilością zieleni i pięknymi produktami marki Fernando.

📌 Mimo mniejszego zainteresowania niż pani Tokarczuk, wdzięczny jestem wszystkim osobom, które podeszły, kupiły “Tylko lepiej”, poprosiły o podpis, porozmawiały, podzieliły się swoimi spostrzeżeniami. Niektóre z tych spotkań będę długo nosił ze sobą.

📌 Dziękuję też osobom z wydawnictwa i ojcu Andrzejowi – dyrektorowi za wiele ciekawych i budujących rozmów. Naprawdę cieszę się z takiego właśnie Wydawcy!

📌 Do domu zajechałem z dużą torbą książek. Kilka dla mnie – znalezionych na małych stoiskach, u prawie nieznanych wydawców, wypatrzonych dużo wcześniej i kupionych z premedytacją. Większość jednak to książki dla Młodego Człowieka. Trzeba przyznać że wydawnictwa dziecięce coraz częściej robią kawał naprawdę pięknej i solidnej roboty. Wiele z przeglądanych przeze mnie książek to małe, a jakże wartościowe dzieła sztuki.

📌 Z targów wróciłem zmęczony, ale usatysfakcjonowany. Myśl przewodnia jest jednak taka, że nie jestem pewien czy chciałbym na nie wrócić jako zwykły zwiedzający. Chyba wolę szperać po wirtualnych półkach, na stronach wydawnictw lub wyskoczyć wieczorem do jakiejś cichej, niezbyt dużej księgarni (np. Księgarnia Franciszkańska).

A Wy? Czy z kimś z Was minąłem się na Targach? Jeśli tak, dajcie znać jakie są Wasze odczucia. 😉

[Wpis pierwotnie opublikowany 31 października 2024]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *