Szary czyta
Pierwotnie miały tu być książki i filmy. Są jednak same książki. Krótko i subiektywnie.
-
„Wygnanie i królestwo” – Albert Camus
No kupuje mnie chłop i nic na to nie poradzę! "Wygnanie i królestwo" to kolejna książka Camusa, która pociąga mnie dziwnym magnetyzmem. Działa podobnie, choć jest zupełnie inna od przedstawianych już tutaj. Tym razem mamy do czynienia ze zbiorem krótkich opowiadań. Ich długość może być jednak myląca. Gdy pierwszy raz otworzyłem tę niewielką książeczkę, gdy zobaczyłem że na stronie jest raptem paręnaście linijek tekstu, a marginesy mieszczą nie tylko koniec palca, ale sporą część dłoni, pomyślałem że będzie to szybka, maksymalnie dwudniowa lektura. Ależ się przeliczyłem!
-
„Czas utrwalony” – Andriej Tarkowski
Doskonale pamiętam jak wielkie wrażenie zrobił na mnie film "Stalker" w reżyserii Andrieja Tarkowskiego, gdy widziałem go po raz pierwszy kilkanaście lat temu. Film zupełnie inny, nie pasujący do niczego co znałem z kina czy telewizji. W jakiś dziwny sposób uduchowiony i wybitnie artystyczny. Film autorstwa człowieka, który przez wielu uznawany jest za jednego z największych artystów w historii sztuki filmowej. Sięgając po książkę napisaną przez tegoż reżysera nie do końca wiedziałem czego się spodziewać. Ostatecznie okazało się, że przeczytałem traktat filozoficzny o roli filmu, kina i reżysera jako artysty.
-
„Wyspa doktora Moreau” – H. G. Wells
✅ Tajemnicza wyspa. ✅ Szalony naukowiec. ✅ Dziwaczne stwory. ✅ Rozbitek, próbujący się w tym odnaleźć. Czy to fabuła Far Cry? Też. 🙂 Ale ponad 100 lat przed powstaniem tej gry komputerowej, nad którą spędziłem wiele godzin mojej młodości, H. G. Wells, pionier gatunku sci-fi opisał to w swojej książce.
-
„To” – Stephen King
Dobrze żarło, ale zdechło... Ku mojemu rozczarowaniu, to idealne zdanie podsumowujące moje pierwsze zetknięcie z Stephenem Kingiem. Rozczarowanie tym większe, że dotyczy książki - pustaka (1100 stron i 42 wiersze tekstu na każdej z nich, to już coś więcej niż cegła).
-
Czytelnicze podsumowanie 2024 roku
Poprzedni, 2023 rok pod względem czytelniczym był dla mnie wybitny - 55 przeczytanych książek, czyli średnio ponad jedna tygodniowo. Wchodząc w rok 2024 wiedziałem, że rekordu nie uda się pobić. Czytanie pod cel "minimum 52 w rok" sprawiało, że rzadko sięgałem po grubsze i trudniejsze pozycje, a raczej wybierałem takie, co do których miałem pewność, że nie utknę w nich zbyt długo. Rok temu zmieniłem zatem podejście.
-
„Podział ostateczny” – C. S. Lewis
Prawdopodobnie ostatnia w tym roku recenzja (choć kto wie, jeszcze mam ponad 2 dni), ale książki - petardy! C.S. Lewis, choć znany w mainstreamie prawdopodobnie głównie z "Opowieści z Narnii", ma na swoim koncie spory stosik książek dotyczących chrześcijaństwa. Jedną z nich jest niedługa pozycja "Podział ostateczny" (org. "The Great Divorce").
-
„Eucharystia – Instrukcja obsługi” – Adam Szustak OP
Na przedświąteczny (czyli przyozdobiony jedliną i lampkami choinkowymi) tapet wziąłem książkę, która miała być na tyle lekka i na tyle krótka, by skończyć ją przed wyjazdem do rodziców. "Eucharystia - instrukcja obsługi" znanego chyba wszystkim o. Adama Szustaka OP wpisała się idealnie w te wymagania. Niedługa (260 stron) i całkiem lekka w odbiorze (tutaj nie ma się co dziwić - autor słynie ze swojego charakterystycznego stylu).
-
„Restauracja na końcu wszechświata” – Douglas Adams
Czy sci-fi zawsze musi być techniczne, filozoficzne, poważne i trudne w odbiorze? Nie! Dowodem na to jest "Restauracja na końcu wszechświata", czyli kontynuacja recenzowanej już przeze mnie "Autostopem przez galaktykę".
-
„Księga czaszek” – Robert Silverberg
Dzisiaj o książce, którą trudno zaklasyfikować. Ani to sci-fi, ani horror, ani kryminał. Dobra, ale też nie do końca.
-
„J.R.R. Tolkien Biografia” Humphrey Carpenter
Niespecjalnie przepadam za biografiami. Niewiele ich w życiu przeczytałem i nigdy mnie do nich nie ciągnęło. Może z tego powodu, do biografii Tolkiena spisanej przez Humphreya Carpentera zabierałem się długo. Ale gdy się już zabrałem… to wsiąkłem. Carpenter opublikował książkę 4 lata po śmierci profesora, w 1977 roku. W tym czasie odwalił kawał dobrej roboty. Przekopał się przez setki listów, odbył niezliczoną ilość rozmów z rodziną i przyjaciółmi zmarłego. Wszystko po to, by pokazać kim był autor „Władcy Pierścieni”. W kart biografii wyłania się postać „jakby jakiegoś dziwnego ducha, który przybrał postać starszego profesora”, jak pisze sam autor o swoich wrażeniach z ich osobistego spotkania. Poznajemy Tolkiena, jego trudną młodość…